Atavismo – “Interte” (2017)

Możecie nazwać mnie muzycznym chamem, ale gdyby ktoś zapytał mnie o polecenie mu jakiegoś zespołu z Hiszpanii, prawdopodobnie zaśmiałbym się głośno, mając przed oczami czarnowłosych panów, tworzących najdziwniejsze pasaże na kilkunastu gitarach klasycznych naraz. Czy w kraju, w którym jeden kościół budują już od 150 lat, odkryli muzykę rockową? Okazuje się, że niby tak, ale nie do końca. Zresztą przekonajcie się sami. Przed Wami Atavismo i ich Inerte.

Atawizm to pojęcie oznaczające regresję ewolucyjną, pojawienie się u danego osobnika cech, które charakterystyczne były dla jego odległych przodków. Podobnie dzieje się w przypadku muzyki, którą tworzy hiszpański zespół. Grupa porusza się po terytoriach muzyki eksperymentalnej i rocka progresywnego, wplatając w swoje dźwięki nieco psychodelicznych rozwiązań. Krążek Inerte rozpoczyna się od halucynacyjnego Pan y Dolor, łączącego w sobie ciekawe motywy progresywne z tradycyjnymi rytmami muzyki hiszpańskiej. Progres miesza się z regresem, dając nietypową symbiozę. Nieco lepiej rzecz wygląda w El Sueño. Utwór ten sięga do post-rockowych, a nawet space rockowych rozwiązań, gdy wokale ustępują miejsca instrumentom, a te tworzą cudowny krajobraz dźwięków rodem z klasyków gatunku. Ta ponad dziesięciominutowa kompozycja, to bez dwóch zdań najlepszy punkt programu. La Maldicion del Zisco to hipnotyzujący utwór, który twardo opiera się na mocnej sekcji rytmicznej, połączonej z kosmicznymi dźwiękami syntezatora. Przy tym numerze można kompletnie odlecieć.

Dalej też jest nieźle, choć kompozycje zawarte na Inerte od numeru czwartego wzwyż nie są tak porywające, jak pierwsze trzy utwory. Prawdę mówiąc, najlepiej przekonać się na własnej skórze. A właściwie uszach. Niemniej jednak, traktując album całościowo, należy przyznać, że chłopaki z Atavismo stworzyli dość ciekawe dzieło. Nie jest to nic wielkiego, co mogłoby zająć poczesne miejsce obok dyskografii King Crimson, ale z drugiej strony najnowszy krążek Hiszpanów jest na tyle zróżnicowany i interesujący, że warto po niego sięgnąć. Tym bardziej, że język hiszpański w muzyce rockowej to spora egzotyka i abstrakcja.

Ocena: 7/10

Vladymir

Vladymir

Now I am become Death, the destroyer of worlds.
Vladymir

Tagi: , , , , , , , .