Atonement – “Genesis Of Blasphemy” (2020)

EP-ka Genesis Of Blasphemy to oficjalny debiut kapeli Atonement. Jednocześnie w tych trzech kawałkach słychać doświadczenie wyniesione z innych zespołów (i nie mówię tu o powielaniu wyniesionych z macierzystych kapel pomysłów). Szereg inspiracji zaprocentował materiałem o wysokiej zawartości siarki. Przy całej piwnicznej maestrii prostych, dosadnych, szczerych, bluźnierczych środków, udało się jednak zachować ducha spontaniczności. Muzyka nagrana dla chorej radości własnej i bez kalkulowania? Takie założenia zdaje się przyświecały Atonement. Zresztą biorąc pod uwagę limitowany nakład kasety magnetofonowej (70 sztuk), jest to propozycja dla wiernych starej szkole, z całą gamą jej mrocznych olśnień i ograniczeń, bo przecież znamy te zagrzybione kazamaty jak własną kieszeń. Znajdą się znudzeni przebywaniem w mrocznych, zalanych uryną lochach.

Bliżej chyba jednak tej muzyce do podanego w klasycznym, choć brudnym wydaniu smolistego death metalu, napuszczonego jednakże black metalowym jadem i cudowną brzydotą. Jest mocno, a do tego klarownie, oczywiście w demówkowych kanonach wziętych z zarania lat 90. I chociaż podobnych prób na rynku wiele, to jednak czasem czuć w nich pewną nijakość albo sztuczność. Na Genseis Of Blasphemy dość smoły, by zaklajstrować złamane serca miłośników łączenia death i black metalu w ich pierwotnej, wyzbytej ozdobników postaci. Oczywiście nie jest to jakaś nowa jakość, ale rzecz ponad zwyczajową solidność, a do tego z autorskim zacięciem. A że riffy meandrują i nie są monotonne, tempa zmieniają się, a Almighty Blasphemer korzysta z różnych środków wokalnych (od niskiego, charkotliwego growlu po blackowe wrzaski), dzieje się na tej EP-ce wbrew pozorom sporo i materiał nie traci w żadnym momencie na wyrazistości.

Łyka się to na raz i nawet wypada się otrzepać z obrzydzeniem. Ktoś będzie potrzebował jednak popitki, ktoś wykpi się niedzielną mszą. Trudno. Genesis Of Blasphemy nie jest propozycją dla wszystkich, ale to już wyjaśniliśmy sobie na początku – tak miało być: słabi i świątobliwi odpadną. Szczęśliwie Atonement nie sili się na sztuczną ekstremalność czy z rozmysłem “skopaną” produkcję, więc zadowoli ta EP-ka nie tylko poszukiwaczy muzycznych ekskrementów. Świadomy swych możliwości zespół nagrał szczerą muzykę, trafiającą bezpośrednio pod czaszkę, czyniąc tam bałagan, ale z czarcim wdziękiem. Wypada się cieszyć? Ależ tak! Co prawda poszukiwacze świeżych rozwiązań niekoniecznie się ucieszą, ale to ich problem. Czy wypadło by równie dosadnie w większej dawce? Może wkrótce się przekonamy. Życzyłbym sobie albumu również na kasecie, bo to nośnik stworzony dla takich dźwięków i klimatów.

ocena: 7,5/10

Oficjalna strona zespołu na Facebooku

Paweł Lach
Latest posts by Paweł Lach (see all)

Tagi: , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , .