Ayyur – “The Lunatic Creature” (2018)

Ze wszystkich metalowych niespodzianek, jakie spotkały mnie w tym roku, ta jest zapewne najprzyjemniejsza. Może dlatego, że tak nieoczekiwana. Mamy tutaj zespół z Tunezji, prawdopodobnie jeden z sześciu ogółem tam funkcjonujących. Mamy EP-kę wcale nie debiutancką, bo przez kilkanaście lat działalności Ayyur zdążył już kilka materiałów wypuścić. Mamy wydania zapewnione przez Vendetta Records i Sentient Ruin Laboratories, bardzo zachęcające do sprawdzenia, oraz znanego ongiś z Deathspell Omega Shaxula na perkusji. Mamy w końcu cztery utwory i dwadzieścia minut grania pełnego ciemności, tajemniczości, ale też wyraźnego uroku.

The Lunatic Creature to black metal w fenomenalnym wydaniu. Kusi mnie, by do terminu dodać jeszcze część “atmospheric”, niemniej termin ten zbyt kojarzy się z nudnymi, wtórnymi i do bólu oklepanymi one-man projektami, rozwlekającymi niemożebnie dwa akordy na piętnaście minut repetycji. Ayyur nie ma z tym nic wspólnego. Nie nadużywa poszczególnych pomysłów, nie ogranicza się do przyćmionych efektami chwytów. Zamiast nich jest silnie działająca na wyobraźnię i odczucia czernina w średnim tempie i nieco Mgłowym stylu. Muzyka tu brzmi odpowiednio zimno i melodyjnie, jednocześnie nie będąc zbyt szorstką lub cukierkową. Dźwięki, również za sprawą solidnej, pasującej do treści produkcji, przyswaja się łatwo i chętnie, a riffy wymieniają się akurat w sam raz: odpowiednio często by nie wprowadzać monotonii, nie na tyle jednak, by kraść uwagę nieustannym kalejdoskopem zmian i przejść.

Tym samym zostawiają największe pole do popisu wspomnianej atmosferyczności. Klimat w Ayyur jest gęsty jak dym w kapliczce ku czci lovecraftowskich straszydeł, nierzadko też przywołuje podobne skojarzenia (to jest, pod względem poziomu przytłaczającego mroku, nie nawiązań tekstowych bądź symbolicznych) . Wielkim plusem jest jego nieinwazyjność. The Lunatic Creature nie narzuca się ze swoją twórczością, nie jest ostentacyjne. To ty, drogi słuchaczu, masz samodzielnie znaleźć kontekst, nikt nie będzie specjalnie naprowadzał cię na prawidłowe tory. Dekadencję w Lugubrious Fields, wwiercającą się w mózg grozę The Outcast albo He Who Dwells in the Trenches pełne majestatu zagłady trzeba zdekodować na własny rozum. Przy czym wcale nie musisz otrzymać podobnych wniosków, co ja. Płyta nie jest jednowymiarowa i nie wydaje mi się, by istniała tu jedna właściwa ścieżka.

Pewnie dlatego Ayyur tak mi się podoba. Zamiast uczestniczyć w wyścigu szczurów prowadzącym na kolejne edycje letnich festiwali, swoim tempem przekazuje to, co uzna za warte przekazania. Tak naprawdę jedynym minusem tej EP-ki jest stosunkowo krótki czas trwania. Chciałoby się co najmniej dwa razy tyle. Oby kolejne części przyszły jak najszybciej.

Ayyur na Facebooku

Ocena: 9/10

Kapitan Bajeczny
Latest posts by Kapitan Bajeczny (see all)

Tagi: , , , , , , , , , .