Azaxul – “The Fleshy Tomb” (2016)

Debiutancki album Azaxula zaskakuje o tyle, że po dziewiętnastu latach istnienia duet z Niemiec postanowił w końcu nagrać coś, co nie jest ani demówką, ani splitem. I to chyba tyle.

The Fleshy Tomb został wydany przez niemiecką wytwórnię Misanthropia Discos, która to zresztą nie bez powodu wydaje wszystko, w czym palce macza Azaxul. No ale nie dywagujmy. Każdy ma prawo robić to, na co mu przyjdzie ochota. Tu Azaxul, tam Azaxul

Debiut Niemców to prawie godzina grania, za którą kryje się osiem utworów nagranych tak, jak robili to ongiś norwescy mistrzowie z Carpathian Forest czy Darkthrone. Jest więc brudno, na szczęście jednak na tyle czytelnie, że da się wyczuć przyjemny słodkawy zapach tej germańskiej zgnilizny. Szczekliwy klasyczny wokal wiedzie prym w każdym z utworów. Tuż za frontmanem plasuje się gitara, która może nie produkuje połamanych linii melodycznych i konstrukcyjnych wygibasów, ale wygrywane przez nią melodie są proste, klarowne i przyjemne w odsłuchu. O ile słowo „przyjemny” pasuje do takich kawałków jak Cryptborn Shadows czy Bloodspell. Partie perkusyjne to oczywiście niekończące się konstrukcje blastowe, które bardzo dobrze współgrają z melodyką płynącą ze wzmacniaczy podpiętych do instrumentów strunowych.

Na minus należy zapisać muzykom jednakowość utworów i ich monotonię. Lubię, kiedy album jest spójny, ale fajnie by było, gdyby poszczególne kawałki wyróżniało coś poza tytułem. Patrząc na longplay przez ten pryzmat, mógłbym powiedzieć, że skrócenie go o połowę nie byłoby wielką stratą dla słuchaczy. Ten album jest trochę jak dobry kawał powtarzany w kółko. Znając pointę, kawał zarzyna się sam.

Ani Azaxul, ani The Fleshy Tomb nie wejdą na stałe do mojego kanonu black metalu. Może dlatego, że w tym podgatunku wszystko zostało już powiedziane w pierwszej połowie lat dziewięćdziesiątych, na takich płytach jak A Blaze in the Northern Sky, Transilvanian Hunger czy …Again Shall Be. Czyli mniej więcej w czasach, kiedy młodziutki Pan Azaxul uczył się fachu od swoich bardziej doświadczonych norweskich protoplastów. A gdy cały świat poszedł znacznie do przodu, Azaxul ostał się te dwie dekady temu i tkwi wciąż w piwnicy, z byle jakim sprzętem nagrywającym, i czarną farbą, którą maluje na ścianie napis BLACK METAL. Szkoda tylko jeszcze, że wychodzi mu to znacznie mniej udolnie niż Euronymousowi.

Ocena 6,5/10,0.

 

Tagi: , , , , , , , , , .