Azaxul – “The Saints Impaled” (2017)

Ja tam nie wiem, ale jeśli niemiecki Azaxul faktycznie istnieje od roku 1997, jak na dwie płyty długogrające to trochę mały dorobek. Z drugiej strony należy oddać im choć te resztki honoru, gdyż w roku 2017 wydali album The Saints Impaled zaledwie w rok po tym, jak światło dzienne ujrzał debiutancki krążek o romantycznej nazwie The Fleshy Tomb. I choć nie znam tego germańskiego duetu ani trochę, to postanowiłem przyjrzeć się ich ostatniemu wydawnictwu.

Jedno dodam tylko dla wyjaśnienia całej sprawy. The Saints Impaled to tak naprawdę zbiór coverów również niemieckiego zespołu Moonblood, w którym za mikrofonem stał właśnie Azuxul, tyle że pod innym pseudonimem artystycznym (Gaamalzagoth). Ktoś złośliwy mógłby powiedzieć, że zeszłoroczny album Azaxula jest więc odgrzewanym kotletem lub lizaniem się po genitaliach pomysłodawcy projektu Azaxul (nie ma to jak nagrywać swoje własne covery). I trochę tej megalomanii na płycie jest. Tyle że wszystkie z coverowanych kawałków nawet za czasów Moonblooda nie ujrzały nominalnie światła dziennego. To znaczy nie znalazły się na żadnej z dwóch płyt wydanych przez ten niemiecki hord. Kawałki pochodzą natomiast zasadniczo z wczesnych nagrań próbnych zespołu z końca dwudziestego wieku. Jedno natomiast muszę powiedzieć całkiem szczerze – wszystkie covery są o niebo lepsze od tego, co nagrywał Moonblood. Choćby dlatego, że są w ogóle słyszalne, spójniejsze i znacznie bardziej przypominają muzykę.

The Saints Impaled to ponad godzina bezkompromisowej połajanki okraszona jakże tandetną okładką z „nieco” obrazoburczym wizerunkiem fundamentów wiary chrześcijańskiej. Wydaniem całości (podobnie jak i poprzednich dokonań zespołu) szczyci się niemiecka Misanthropia Discos. Tyle tytułem wstępu. A teraz przejdźmy od słów do czynów.

Jak już wcześniej wspominałem, muzykę tworzy zgrany duet Wolfena i Azaxula. Tym samym łatwo się też domyślić, że to, co zawiera płyta nie jest szczytem zaawansowanej wiedzy muzycznej, za to oldskulowy klimat norweskiego blacku czuć już od drugiej sekundy albumu. Konstrukcja poszczególnych kawałków jest zbliżona do siebie. Cechuje ją pierwszoplanowa linia gitar o klarownej i niezbyt wysublimowanej linii melodycznej, i wokal charczący gdzieś z drugiej linii frontu. Całość uzupełnia całkiem schowana sekcja rytmiczna, z której wychwytać można werbel i talerze.

Ciężko stwierdzić, czy któryś kawałek wybija się znacznie ponad normę, którą na tej płycie sami ustalili sobie muzycy. Może nieco spokojniejszy jest utwór Glorious Days are nor Forgotten, ale to chyba tyle z różnorodności. Co ciekawe na płycie pośród coverów Moonblooda znajdują się dwa utwory produkcji Azaxula, ale nie różnią się one zasadniczo od pozostałej części wydawnictwa.

Pomimo tych utyskiwań, szczerze mogę powiedzieć jedno: The Saints Impaled słucha się całkiem przyjemnie i jest to niezła muzyka tła, jeśli mogę tak nazwać black metal. Te osiem utworów to niezobowiązująca wycieczka w przeszłość, która może sączyć się leniwie z głośników w czasie, kiedy zajmujemy się czymś zupełnie innym. A po wsłuchaniu się w detale można się tym wydawnictwem nawet zainteresować.

Ocena 6,0/10,0.

 

Tagi: , , , , , , , .