Balmog – “Vacvvm” (2018)

Dziś wędrujemy do Hiszpanii, kraju, który od strony muzycznej znam niezbyt dobrze. Spotkałem się lata temu z grupą Kathaarsys, ale ciężko to nazwać obcowaniem z iberyjskim black metalem. Dlatego z zaciekawieniem przyjrzałem się tegorocznemu wydawnictwu tria Balmog.

Kapela powstała już lata temu, ale na swoim koncie mają zaledwie trzy pełnowymiarowe albumy. Dla odmiany natomiast różnych splitów i EPek nagrali od roku 2006 prawie że kopę.

Vacvvm wydane w marcu tego roku przez niemiecką wytwórnię War Anthem Records to ośmioczęściowa opowieść trwająca około czterdziestu minut. Całość płyty to klasyka gatunku opierająca się na sprawdzonych wzorcach z dalekiej północy. Tempo jest więc (jak na black metal) umiarkowane, za to czarci klimat czuć już przy rozpakowywaniu pudełka. Gitara klarowna, odprawiająca swoje gusła w zmiennych tempach i ze zmienną zaciętością. Bywają takie utwory jak …sed semper vivit occisus, gdzie w miejsce prędkości wchodzi klimat. Ale są i takie, gdzie kunszt Balca jest zauważalny (chociażby Eating the Descendant czy Come to the Pulpit). Growl klasyczny, charczący, ale dobrze nagrany i zmiksowany, tak więc chętnych do śpiewania z wokalistą nie odstraszy brak zrozumienia czytelnej linii tekstowej. Perkusja i bas stanowią tło, które na szczęście nie wygrywa nudnych i powtarzalnych partii dźwiękowych. Niemniej jednak te dwa instrumenty usadowione są zdecydowanie z tyłu za gitarą i wokalem. I tylko odczuwalne od czasu do czasu bardziej słyszalne „pulsowanie” sekcji rytmicznej daje nam znać, że ktoś tę robotę w zespole odwala.

Poza Qui immolatus iam non moritur… – swoistym intrem do albumu – jest na nim jeszcze jeden przerywnik, fatalny w odsłuchu (zwłaszcza w drugiej części przez pulsujący dźwięk) Inde Deus Abest. Klimatyczne intro znajdziemy również w nieco wolniejszym utworze Vigil of the Blind. A poza tym to powielony klasyk gatunku. Fajny, ale nie porywa.

Fajnie jest raz czy dwa przesłuchać najnowszej płyty Balmoga. Fajnie jest mieć ten krążek na półce po to, żeby od czasu od czasu odświeżyć sobie możliwości muzyków z półwyspu Iberyjskiego. Ale to niestety tylko tyle. Niestety dla mnie muzyka, która nie kopie mnie na dzień dobry w splot słoneczny jest po prostu średnia. Jest szumem, które stanowi tło dla prawdziwych wirtuozów black metalu.

Ocena 7,0/10,0.

 

Latest posts by Maciek Masta (see all)

Tagi: , , , , , , , , .