Bantha Rider – “Bantha Rider” (2017)

Moc jest silna w tym krążku. Od rewelacyjnej okładki, przez hardkorowe zmiany tempa, aż po elektryzujące solówki – demo grupy Bantha Rider o tym samym tytule ma wszystko, czego życzyć sobie można od zespołu grającego gatunek oflagowany nazwą „industrial stoner metal”. A do tego jest swoistym ukłonem w kierunku wszystkich fanów Gwiezdnych Wojen.

Zakopcie zatem wojenny miecz świetlny fani starej czy nowej trylogii, zwolennicy jasnej lub ciemnej strony Mocy, i zapalcie wraz z warszawskim triem fajkę międzygalaktycznego pokoju. Nie sugerujcie się jednak tymi inspiracjami, które działy się „dawno temu w odległej galaktyce”. Oprócz okładki i tytułów kompozycji zawartych na demówce, zespół nie sięga po kosmiczne klimaty. Ich muzyka to surowizna rodem z Południa. Jest ciężko i niegrzecznie, a plugawe dźwięki raz po raz dają się słuchaczowi we znaki. Za to brzmienie basu z wah-wah oddałbym pół galaktyki i jeszcze ze dwa księżyce. Dwadzieścia sześć minut, które zmieściło się na Bantha Rider to solidna porcja świetnego stonera, którego wibracje powodują niesłychanie przyjemne doznania. W otwierającym wszystko Sandcrawler aż prosi się, by za chwilę, już po tym, a może po następnym riffie zabrzmiał złowieszczy, niski, gardłowy wokal. Tak się jednak nie dzieje. Trio doprowadza nas do muzycznego orgazmu przy użyciu samych zabawek, nie ma tu mowy o udziale narządów gębowych. Ekstazę dopełnia prawie dziewięciominutowa kompozycja Jawa Juice, która buja lepiej niż krzesło twojej babci. Wszystko się tu zgadza, melodie tną ostro jak miecz Vadera, sekcja rytmiczna stoi za wszystkim murem, niczym straż przyboczna Imperatora, a całość ma większą moc niszczycielską, niż Gwiazda Śmierci. Jeśli nie łapiesz tych porównań, trudno. Obejrzyj najpierw zobacz filmy, a później odpłyń przy dźwiękach rewelacyjnej epki Bantha Rider.

W kraju, gdzie na scenie stoner metalu zdają się dominować Dopelord, czy Belzebong powstało dzieło, którego twórcy godni są konkurowania z bardziej doświadczonymi kolegami z branży. Muzyczna podróż, w jaką zabiera nas Bantha Rider, nie jest spokojnym spacerem po pustkowiach pustynnej planety, a raczej szaleńczym pościgiem przez pasmo asteroidów. Debiut warszawskiego trio napawa dużym optymizmem. Z zaciekawieniem będę spoglądał na dalsze poczynania grupy.

Ocena: 10/10

Vladymir

Vladymir

Now I am become Death, the destroyer of worlds.
Vladymir

Tagi: , , , , , , , , , , , , , .