Beelzefuzz – “The Righteous Bloom” (2016)

Beelzefuzz. Można by powiedzieć na początku, cóż za dziwna nazwa zespołu. Namnożyło się w ostatnich latach kapel, które prześcigają się w ekscentrycznym nazewnictwie swoich formacji muzycznych. Płyta, która wylądowała na moim biurku, jest kompletnie nieznanym dla mnie tworem. Kojarzyć mi się może jedynie z największym zespołem niszczącym ściany i mury, czyli polskim Belzebongiem. Przyznać się muszę, że byłem święcie przekonany, że muzyka będzie podobna do naszych zielonych diabłów. Okazało się po odpaleniu krążka, że byłem w bardzo dużym błędzie. Wiec czym jest ów Diabelski Fuzz?

The Righteous Bloom to drugi ich longplay i jak widać po problemach personalnych, zespół pozbierał się i nagrał świetny album. Wytwórnia The Church Within specjalizująca się w muzyce doom/stoner metalowej jest świetnym wyborem muzyków. Uważam, że lepiej się czuć komfortowo wśród ludzi, którzy wiedzą, o co chodzi w tej specyficznej stylistyce.

Kiedy płyta zawiruje w napędzie, zaczyna się pierwszy utwór, który wprowadził mnie w wyśmienity humor. Jednym tchem mogę wymienić inspiracje, jakie słyszę. Nie będzie przesadą, kiedy powiem, że jest to miks Uriah Heep, Deep Purple i Black Sabbath. Wszystko, co najlepsze z tej trójcy jest zawarte na tym albumie. Beelzefuzz świetnie to wszystko wymieszał w kotle, pełnym riffów i pięknych harmonii. Przede wszystkim wokal, który góruje nad tym wszystkim. Jest czysty, wzniosły i nie boję się ująć słowa, że momentami bardzo epicki. Do tego inne instrumenty, które brzmią wyśmienicie. Jak to się mówi “warto pogrzebać w podziemiu, aby znaleźć takie perełki”.

Płyta nie jest żadnym odkryciem. Nie znajdziemy rzeczy, których już wcześniej nie słyszeliśmy. Jednak danie muzyczne serwowane od Beelzefuzza, jest lekko strawne i chętnie poprosimy o dokładkę. Piękno tej muzyki musi cieszyć. Jest stworzona dla fanów, którzy słyszeli doskonałe płyty z lat 60 i 70, jednak chcą czegoś brzmiącego nowocześnie. Chodzi oczywiście o technikę nagrywania i ogólną dostępność muzyki.

The Righteous Bloom zdobi ładna grafika na okładce. Minusem może być odchodzenie wytwórni od książeczek z tekstami, bowiem warto poczytać o czym śpiewa wokalista. Utwory które, zostaną w mojej głowie to bez wątpienia Nazriff i The Soulless. Dynamika i brzmienie gitar jest po prostu fantastyczna. Szczególnie „wiosła” z nałożonym efektem “robią robotę“. Oczywiście nie można zapomnieć o klawiszach, które malują świetny pejzaż w tle.

Dużo można mówić i pisać o tym albumie. Jednak każdy słuchacz spojrzy na ten materiał z innej strony. Serdecznie polecam tę płytę. Mam nadzieje, że po moich słowach w tej recenzji znajdziecie coś dla siebie. Płytę oceniam wysoko, bo muzycy Beelzefuzz szczerze na nią zapracowali.

Ocena 9/10

Rafał Morsztyn

Rafał Morsztyn

Jestem maniakiem starego rocka i metalu - uwielbiam grzebać i szukać fajnych rzeczy - organizuje koncerty i promuje polskie podziemie czytam sci fi - oglądam dobre i mało znane filmy
Rafał Morsztyn

Latest posts by Rafał Morsztyn (see all)

Tagi: , , , , , , , , .