Behemoth – “A Forest” (2020)

Behemoth oraz jego lider Adam Nergal Darski od lat polaryzują polską metalową społeczność. Niezależnie od prywatnej opinii na temat muzyki serwowanej przez Pomorską Bestię nie sposób nie przyznać, że zespół Darskiego to obecnie globalna marka budząca uznanie na świecie. Sam jestem ich fanem już od czasu The Apostasy i na każde nowe dźwięki wychodzące spod ręki tria (a może raczej kwartetu) niezmiennie czekam z wypiekami na twarzy. W przyszłym roku Behemoth będzie obchodził trzydziestolecie istnienia. Przez te trzydzieści lat zespół bardzo ochoczo oddawał się pracy w studio, czego efektem są liczne albumy oraz EPki z „nowym” materiałem. Trzydzieści lat. A dopiero teraz po raz pierwszy jestem delikatnie rozczarowany tym, co usłyszałem.

Singlowy A Forest w wykonaniu Behemoth, wspieranego przez znanego z Shining (SWE) Niklasa Kvarfortha, usłyszałem po raz pierwszy w warszawskiej Progresji. Pamiętam, że black metalowa wersja hitu The Cure wypadła wtedy nieźle, i zastanawiałem się jak zabrzmiałoby to w studio. No to teraz się przekonałem. Studyjna wersja A Forest  w wersji Behemoth jest nieźle zagrana (zdecydowanie wybija się świetny bas Oriona) i dobrze brzmi. Jednocześnie często ociera się o asłuchalność, czego powodem są panowie Kvarforth i Darski. Wyobraźcie sobie, że jecie czekoladowy tort. Wszystko jest super, aż tu nagle okazuje się, że w głębi jest on nadziewany parówkami – takie mniej więcej wrażenia miałem w momencie, gdy do głosu dochodzi Kvarforth. Gardłowy wokal Szweda oraz growl Nergala nie pasują mi do muzycznej warstwy A Forest, momentami nie mogłem uwierzyć, że to naprawdę finalny produkt, a nie jakieś niedopracowane demo. Słabo to wyszło, a jeśli dodać do tego fakt, że muzycznie również jest ostatecznie bez fajerwerków, konkluzja może być tylko jedna – A Forest niestety zawodzi. Co ciekawe, wersja „na żywo” odarta z koncertowego klimatu, doznań wizualnych i całej otoczki związanej z występami Nergala i spółki wypada po prostu gorzej, a Kvarforth jest tu jeszcze bardziej irytujący. Ponadto wydaje mi się, że bardziej sensowne byłoby umieszczenie jej jako ostatniej pozycji na mini-albumie.

Na szczęście na ratunek przychodzą dwa odrzuty z sesji do I Loved You At Your Darkest. A w szczególności pierwszy z nich, Shadows ov Ea Cast Upon Golgotha, którego nieobecność na ostatnim albumie zespołu jest dla mnie wielką niewiadomą. Jest tu spory ładunek energii, rock’and’rollowy vibe, świetnie pracuje perkusja, bas, a wokal dotrzymuje im kroku. To zdecydowanie najjaśniejszy punkt A Forest, który skłonił mnie do ponownego przemyślenia kwestii zakupu tego wydawnictwa. Bardzo dobrze wypada też Evoe, będący w zasadzie kompilacją kierunku ostatniego albumu Pomorskiej Bestii, a więc świetnym miksem ciężkiego grania i nieco łagodniejszym podejściem zaproponowanym ostatnio przez zespół na ILYAYD (ach, ten świetny refren…). Powinien zdecydowanie przypaść do gustu również malkontentom, narzekającym na jedenasty krążek zespołu. W zasadzie oba te utwory mogłyby spokojnie na nim się znaleźć, gdyż uważam je za lepsze od części tamtego materiału. Troszkę szkoda, że nie pokuszono się jeszcze o wrzucenie na A Forest utworu O Pentagram Ignis, ale cóż, nie można mieć wszystkiego, prawda? Tak czy siak, gdyby odrzuty każdej kapeli prezentowały taki poziom jak te, to chyba musiałbym znaleźć w domu osobną półkę na tego typu wydawnictwa.

A Forest to na pewno ciekawa pozycja w katalogu Behemoth, jest też wartościowym dodatkiem do kolekcji każdego fana zespołu. Szkoda, że cover The Cure został zepsuty do tego stopnia, że ciężko go słuchać, a zdaje się miał pełnić rolę dania głównego. Szkoda tym większa, że Behemoth do tej pory z coverami radził sobie bardzo dobrze, przez co recenzowane wydawnictwo niestety lekko rozczarowuje – być może również za sprawą wysokich oczekiwań. W ogólnym rozrachunku oceniam jednak tę EPkę pozytywnie i myślę, że fani zespołu finalnie powinni być z niej zadowoleni.

Ocena: 6.5/10

Behemoth na Facebooku

Łukasz W.
Latest posts by Łukasz W. (see all)

Tagi: , , , , , , , , , , , , .