Black Goat – “Magia Posthuma: The Inmost Darkness – Second Phenomenon” (2018)

Sięgnąłem po ten album zupełnie w ciemno, wiedząc o nim jedynie tyle, że twórca, który za nim stoi pochodzi z Rosji. Przeciętny fan musi się sporo nagimnastykować, żeby wymienić parę ciekawych zespołów z tego kraju, również w obszarze black metalu. Black Goat to projekt, za który odpowiedzialny jest niejaki IX, i na przestrzeni dwudziestu lat (z przerwami) zdążył nagrać cały wór demówek, kilka splitów i trzy albumy. Magia Posthuma to trzecia pełna odsłona Black Goat, która stanowi drugą część trylogii The Inmost Darkness, i jak mówi sam twórca opowiada o wampiryzmie, nekromancji, czarnej magii oraz osobistych doświadczeniach wynikających z praktykowania owych przyjemności. Brzmi ciekawie? Przyjrzyjmy się.

Nie będę odnosił się do poprzednich nagrań Black Goat, bo ich nie znam. Natomiast na Magia Posthuma mamy przede wszystkim mroczny, szatański klimat, budowany za pomocą klawiszy, szumów, krzyków i diabelskich melodeklamacji, do których prymitywny, gitarowy black metal stanowi tylko (albo aż) dodatek. Gdy już minie grobowe intro, atakuje wściekła, perkusyjno-gitarowa nawałnica, przywołująca chlubne czasy świetności włoskiego Mortuary Drape czy greckich legend, takich jak Necromantia i wczesne Rotting Christ. Atak trwa jednak dość krótko, bo Black Goat/Omen Perditionis szybko zamienia się w ambientowy szum, by pod koniec znów przyłoić gitarowym tremolo i opętanym rykiem. Piekielny klimat prowadzi na chwilę na skandynawski cmentarz (instrumentalny Magia Posthuma), ale tylko po to, by tam przygnieść najbardziej wściekłym, prymitywnym, odartym z wszelkich ozdobników, blackowym szałem. Odzywają się w tych numerach echa brazylijskiego Mystifier, jednak Rosjanin w swym szale bardziej stawia na garażowy prymitywizm niż przytłoczenie. Czasami pod tym nawałem gitarowego hałasu i nie zawsze rytmicznej perkusji wyłoni się solówka ukradziona Blasphemy, ale częściej jest to zwykła, dźwiękowa kakofonia. Chwilę wytchnienia dają szumy i dźwięki syren w Salvation & Forgiveness, ale dzieło zniszczenia szybko wieńczy rozpoczynający się cytatem z Carla Orffa Ghoul Grave.

Niecałe czterdzieści minut minęło dość szybko, ale chwilę zeszło zanim włączyłem płytę jeszcze raz. W Magia Posthuma jest chyba za dużo dysonansów, którym zabrakło jakiejś nadrzędnej myśli przewodniej, która spoiłaby prymitywny black metal z ambientowym kosmosem. Podejrzewam, że IX chciał przenieść słuchacza w inny wymiar doznań, ale przedobrzył, traktując muzykę jak układankę. Gdyby ambientowe fragmenty płynnie mieszały się z gitarowym szałem, mogłoby być zwycięstwo, ale nie do końca przemyślane zestawiene obok siebie poszczególnych wątków odziera album z możliwości z potraktowania go jako spójnej całości. Możliwe, że to wynik reguły trylogii, może album nabierze charakteru w zestawieniu z jej pozostałymi częściami. Pożyjemy, zobaczymy.

 

Ocena: 6/10

 

 

Rafał Chmura

Im większa abstynencja muzyczna, tym bardziej liberalne kryteria jej wyboru
Rafał Chmura

Latest posts by Rafał Chmura (see all)

Tagi: , , , , , , .