Black Magician – „Nature is the Devil’s Church” (2012)

black magician

W 2012 roku miał nastąpić koniec świata. Kolejny. I po raz kolejny mu nie wyszło, nie nastąpił. Aztecy coś źle wyliczyli, a może po prostu najnormalniej w świecie skończył im się kalendarz i tyle. Nam się co roku kończy i nikt nie panikuje. Można zatem stwierdzić, że 2012 rok przyniósł duży zawód (Slavoj Žižek bez wątpienia by się pod tym stwierdzeniem podpisał).

Wraz z zawodem polegającym na tym, że nasza planeta nie rozpadła się na kawałeczki, przyszła płyta Nature is the Devil’s Church nikomu wtedy nieznanej grupy Black Magician. Sześć lat później grupa jest dalej nikomu nieznana, a ci, którzy weszli w posiadanie rzeczonej płyty, pewnie nawet nie pamiętają, gdzie ją położyli.

Nature is the Devil’s Church korzysta wyraźnie z wszelkich muzycznych dóbr brytyjskiego doom metalu, od Black Sabbath począwszy, na My Dying Bride czy Cathedral skończywszy. Sęk w tym, że rozmienia to wszystko na drobne. Nie dziwię się, że po premierze albumu Black Magician popadli w szarość. Nature is the Devil’s Church powiela najczęstsze błędy domorosłych doom metalowców – nie wystarczy obrać sobie posępnej tematyki i mrocznego designu albumu, nie wystarczy zwolnić muzyki i dorzucić do niej klawisze udające kościelne organy. Kiedy bowiem już zacznie się grać w tych najwolniejszych możliwych tempach, robi się nudno. To pułapka, z której wyjście znają tylko najlepsi zawodnicy w doom metalowych zawodach. Black Magician są w tych rozgrywkach na poziomie okręgowym.

Na Nature is the Devil’s Church nie ma na dobrą sprawę nic, co mogłoby mnie frapować. Jest to album absolutnie przewidywalny, nudny i jednostajny. Żaden zespół mi nie wmówi, że „nie rozumiem”, bo przez monotonię nie da się zbudować napięcia. Na dobrą sprawę najlepiej wypada na tej płycie… klawiszowe wprowadzenie pt. The Foolish Fire. Wraz z wejściem perkusji i gitar w pierwszym takcie kolejnego utworu Full Plain I See, The Devil Knows How To Row, robi się brudno, ciężko i nieciekawie. Riffy są proste, ukryte za niezbyt atrakcyjną produkcją dźwięku. Kiedy rozświetlają je partie gitary prowadzącej, solówki lub klawisze, jest jeszcze całkiem znośnie, pojawia się jakaś namiastka polifonii, która sprawia, że coś się w utworze dzieje. Poza tym – nuda, sztampa. A kiedy jeszcze wchodzą te paskudne, melodeklamowane wokale, to słuchawki zaczynają mnie świerzbić.

Odkąd w 1970 roku Black Sabbath zadebiutowali fonograficznie, ukazało się całe mnóstwo świetnych doomowych płyt. Jest w czym wybierać, więc nie ma raczej potrzeby marnowania czasu na Nature is the Devil’s Church, która jest płytą absolutnie podrzędną, nieciekawą i nieatrakcyjnie brzmiącą. Zróbcie sobie zatem prezent i sięgnijcie po KYPCK, King Goat albo inny Khemmis, a Black Magician zostawcie jeszcze nieco czasu na dogonienie czołówki.

3/10

 

 

Jakub Milszewski

Jakub Milszewski

W tradycyjnych mediach obecny od 16-tego roku życia. Pisał już o wszystkim, więc nic już go nie ekscytuje. Na co dzień publikuje w "Top Guitar", Kvlt.pl i Anywhere.pl. Połowa duetu stojącego za książką "Gastrobanda".
Jakub Milszewski

Latest posts by Jakub Milszewski (see all)

Tagi: , , , .