Black River – Humanoid (2019)

Damn, jak ten czas leci. Okazuje się, że od ostatniej płyty Black River (nie licząc krążka Trash, który – jak sama nazwa wskazuje – był kompilacją sesyjnych pozostałości) mija właśnie dekada. To tym bardziej znamienne, że zespół (podobnie jak nagle działalności zaprzestał) po rzeczonych 10 latach postanowił równie niespodziewanie na scenę wrócić. Bez spektakularnych zapowiedzi i szumnych deklaracji Orion, Daray, Taff, Kay i Art weszli do studia i zmajstrowali powrotny album, wydany na światło dzienne pod wdzięcznym tytułem Humanoid.

Dekada w muzyce to dość sporo, pytanie więc jaka myśl przyświeca kapeli, która (mając wcześniej wszelkie predyspozycje do osiągnięcia sporego sukcesu i całkiem liczne grono sympatyków) nagle zrezygnowała z grania i po zaledwie 2 latach aktywności zmuszona była rękawice odwiesić. Czy zespół będzie starać się stracony czas nadrobić, czy może nowy krążek to nic ponad wynik spotkania starych znajomków, którzy postanowili raz jeszcze zabawić się w rock’n’rollowców, nie wiążąc już z tą przygodą zbytnich oczekiwań i planów?

Słowami frontmana grupy Humanoidto takie nasze oczyszczenie, wyplucie ton brudów nagromadzonych gdzieś głęboko w nas, taki powrót do naiwności, która choć pogardzana i śmieszna jest dzisiaj niezwykle potrzebna, wręcz życiodajna.” I tę witalność w muzyce Black River wyraźnie słychać, bo materiał zgromadzony na nowym krążku to solidna dawka żywiołowego, radosnego i miejscami (w tym pozytywnie zabarwionym znaczeniu) infantylnie wręcz zabawowego hard rocka. Zespół oferuje na nowym albumie lekką i szybka jazdę roller coasterem w duchu nowoczesnych dokonań Mustasch, The New Black, Clutch, Spiritual Beggars, czy Chrome Division.

Istotną cechą 11-utworowego albumu jest jego wyraźna radiowość i nastawienie na lekkość formy oraz przystępność treści. Począwszy od otwierającyego płytę Flying High, poprzez przebojowe Revolution, brzmiące jak soundtrack do podróży przez rozgrzaną Newadę, stonerowe Q, żartobliwe The Rebel, nośne Monster, aż po radosne R’n’R Hell zespół nie przestaje uśmiechać się do słuchacza i zapraszać go do nieskrępowanej zabawy.

Jeśli miałbym coś Humanoid zarzucić, to pokręciłbym nosem na odczuwalny brak surowości i brudu, które czyniłyby tę muzykę bardziej rasową. Choć momentami grupa ładnie podkręca tempo (świetne solo w Flying High, nieco bardziej mięsiste riffy z Revolution, Abyss i Monster), przy odsłuchu całości ma się wrażenie, że potencjał i “żerność” krążka zostały złagodzone i celowo ujarzmione. Odczucie to potęguje też produkcja – wygładzona, nowoczesna i jak na moje ucho nieco zbyt sterylna.

Powyższe nie zmienia jednak faktu, że nowy krążek Black River to materiał wysokooktanowy, udanie nawiązujący do poprzedniczek i stanowiący godne uzupełnienie dyskografii składu. Czy umożliwi zespołowi odzyskanie pozycji wypracowanej przed dekadą – czas pokaże. Do tego momentu warto Humanoid po prostu odpalić i udać się wraz z nim w niezobowiązującą, rock’n’rollową podróż. Relaks 100-procentowy.

Ocena: 7/10

Synu

Fan szeroko pojętej muzyki gitarowej. Z wszelkich szuflad i gatunkowych etykiet.
Napisz do autora: synu@kvlt.pl
Synu

Latest posts by Synu (see all)

Tagi: , , , , , , , .