Blackwater – “Weltgeist Corrupted” (2017)

Po grafice po lewej i nieznanej wcześniej nazwie Blackwater spodziewałem się… w zasadzie nie wiem, czego. Najpewniej czegoś pokroju crust punku, ewentualnie z domieszkami czerniny. Teoretycznie mógłbym powiedzieć, że miałem rację, jednak byłoby to niedociągnięcie tak ogromne, że w zasadzie fałszywe.

Pierwszy longplay niemieckiej ekipy to osiem numerów, łącznie grających przez dwadzieścia minut. Wersja fizyczna została wydana przez WOOAAARGH, a zawartość to wyjątkowa mieszanina metalu czarnego, śmiertelnego, punka i grindu. Powiedzieć o niej, że jest ekstremalna to jak nic nie powiedzieć.

Cattle Decapitation, Iskra, Behemoth, Katalepsy… to tylko kilka nazw przychodzących do głowy podczas odsłuchu Weltgeist Corrupted. Żadna jednak nie sprawdzi się jako główny wyznacznik. Muzyka Blackwater przypuszcza szturm na rozum i godność przeciętnego zjadacza chleba. Tu nie ma obijania się przy samplach, wciskania zbędnych, słabych riffów bądź nadużywania zastosowanych. Treść jest pozbawiona wszelkich zapychaczy, a tym samym cholernie intensywna, w grindcore’owym stylu. Większość numerów trwa dwie minuty z kawałkiem, niemniej ktoś inny z użytego tu materiału mógłby je rozwlec na sześć-siedem minut. Chwała Niemcom za to, że tego nie zrobili, dzięki temu rozpętywany przez nich huragan jest jeszcze bardziej konkretny. Choć nawet bez tego płyta byłaby zabójcza. Nieustanna pogoń, mnóstwo chwytliwych pomysłów, turboblastów, kilka slamowych rzeźni, spoko melodyjności, wszystko tu jest. Już pierwszy Incentives For Cruelty wybije ci wszystkie zęby. Tytułowy Weltgeist Corrupted wymiesza black metal z nowoczesną, techniczno-brutalną jatką, kończąc ją tytanicznie ciężko. Pack poczęstuje bardziej grindcore’owym, dość moshowym motywem. Northern Discomfort poflirtuje z Cattle Decapitation. Wymieniać można dalej, każdy numer jest inny, rozpoznawalny i morderczo dobry. Oraz świetnie nagrany. Nie dość, że brzmienie sprawdza się zarówno w chaotycznych gonitwach, zimnych melodiach (Of Behemoth And Leviathan), to i podczas slamowego biczowania na Free From Sin wybija resztki tlenu z płuc. Mało? To dodajmy do tego wokal, raz przypominający klimaty Dark Funeral, raz bulgocząco-kwiczący niczym Pathology. Kosmos.

Trafiałem już na brutal black/death metal, ale nigdy nie był tak dobry i rozszalały jak u Blackwater. Jedyne, co mogłoby poprawić ten album to dodać do niego jeszcze z dziesięć minut. Kapitalny krążek, chciałbym jak najwięcej takich.

Blackwater na Facebooku

Ocena: 9,5/10

Kapitan Bajeczny

Kapitan Bajeczny

Czarny Piotruś redakcji. Niespełniona artystycznie i intelektualnie dusza. Pajac z wyboru, pisak z przypadku. Gdyby zajmował się magią, miałby ksywę The Great Retardini.
Wobec powyższych faktów miłość do ekstremy i ekskremy w postaci grindcore wydaje się być całkowicie uzasadniona.
Kapitan Bajeczny

Latest posts by Kapitan Bajeczny (see all)

Tagi: , , , , , , , , , .