Blade Killer – “High Risk” (2018)

Kto przepada za klasycznym heavy metalem czerpiącym mocno ze sceny NWOBHM, ten powinien zwrócić baczną uwagę na kalifornijski band Blade Killer. Wszystko na debiutanckim albumie High Risk – od tekstów (trochę o diabelskich konszachtach, rockandrollowym życiu, bolączkach życia, samochodowych eskapadach), poprzez muzykę (galopujące riffy, harmonie dwóch gitar i melodyjne refreny), aż po oprawę graficzną (na okładce musi pojawić się stal) – składa pokłon zaraniu metalowych lat 80. Lokuje to propozycję Kalifornijczyków przede wszystkim blisko Iron Maiden z czasów Paula Di’Anno, ale też wczesnych Tygers Of Pang Tang albo początków naszego Turbo.

Owszem, można czasem zespołowi zarzucić to i owo, zwłaszcza wtórność rozwiązań i jednak pewną jednostajność (wszystkie kawałki zbudowane są na podobnych patentach), ale jednak jest w tym pewna siła, zwłaszcza że niespełna 30 minut muzyki to za mało, by znudzić. Może Carlos Gutierrez nie ma skali głosu jak arcymistrzowie heavy metalowej wokalistyki, ale jego młodzieńcza barwa zwyczajnie pasuje do obranej konwencji. Bardzo dobrze współdziałają Jonathan Rubio – nadworny kompozytor Blade Killer – i Jay Vazquez, najczęściej grając fajne gitarowe harmonie (jasne, słyszeliśmy podobne u wiadomo kogo, ale to nie razi). Ich riffy pozwalają zresztą tym numerom po prostu płynąć, a solówki stanowią interesującą okrasę. Sprawnie prezentuje się sekcja, w postaci grającej na basie Kelsey Wilson i bębniarza Tommy’ego Fuerta. Właściwie wszystko nieźle się tu zgrywa, a muzycy nie próbują sztucznie oczarować słuchacza technicznym popisem. Dla mnie ok, dla fanów ultraszybkich heavy metalowych tricków może nie.

Nawet jeśli całość nie brzmi nazbyt oryginalnie, z pewnością nie na czasie (z założenia), to jednak bardzo spójnie – Blade Killer stawiają na chwytliwość, średnie i szybkie tempa, klarowność i odrobinę szorstkości. Trudno też takim kawałkom jak tytułowy High Risk czy In the Arms of the Devil albo Tomb of Thoughts odmówić przebojowości. Ciekawe zatem jak kapela wypadłaby w balladowej odsłonie?

Przy całym szeregu zarzutów, które zwłaszcza surowy krytyk albo zaznajomiony z klasyką słuchacz heavy metalu, mógłby sformułować, Blade Killer bronią się pewną naturalnością. Bo obcując z ich muzyką, miałem wrażenie, że słucham po prostu jakiegoś mniej znanego zespołu z lat 80., który gra akurat to, co mu w duszy śpiewa i choć nie sięga wyżyn swych idoli, to jednak wstydzić się nie musi. Bo pewne rozwiązania sprzed dekad można podrobić, ale naturalności już nie. A Kalifornijczycy nie udają. Przynajmniej można odnieść takie wrażenie.

ocena: 7,5/10

Oficjalna strona zespołu na Facebooku

 

Paweł Lach

Od dłuższego czasu pisuje o muzyce (i nie tylko) dla różnych portali. Nie słucha latynoskiego folkloru, a poza tym jest w stanie popróbować wszystkiego.

http://lach.kf-oswiecim.net/
Paweł Lach

Latest posts by Paweł Lach (see all)

Tagi: , , , , , , , , , , , , , , , , .