Bölzer – “Hero” (2016)

Zdaję sobie sprawę, że wielu metalowców ma zespół Bölzer za szwajcarską wersję mocniejszych Pink Floydów – zdołowaną, odurzoną psychotropami, ale równie progresywną i dopracowaną jak producenci rozsławionych zegarków. Czy to jedyny powód odtrącenia często nierozumianego przez ludzkość duetu z Zurycha? Czasem nawet najdziksze zwierzę nadaje się do oswojenia – trzeba być cierpliwym.

Każdy z dziewięciu nowych składowych Hero działa na mnie tak rozbrajająco, że mam ochotę porzucić wszelkie dobra i na parę miesięcy zaszyć się w odległej samotni, oddać się analizie własnych granic i lęków. Bo takich dźwięków trzeba słuchać samotnie. Szwajcarzy stworzyli niepokojący i wciągający klimat, który pozostawia po sobie chęć na więcej, dlatego też jest to dzieło na wiele dni i nocy. Same kompozycje mają ciekawą przestrzeń dźwięków, w której na tle genialnej sekcji rytmicznej – fantastycznie wstrzymują napięcie gitar, jest miejsce na szaleństwo, chaos i melodie. Głębokie, czyste wokale i walcowate spowolnienia generują zapalniki negatywnych emocji, więc mija chwila i już jestem w świecie Bölzer. Począwszy od piekielnie ekspresyjnego i brutalnego The Archer, przesiąkniętego black metalową siarką Hero, dalej przez szybki Phosphor pokazują, że oto stworzyli dzieło wielowątkowe – od ładnych melodii po hałas, od ślimaczych tęp po galop. Płytę wypełniają szarpane, dzikie emocje, niemal w każdym możliwym odcieniu. Ten charakterystyczny znak rozpoznawczy zespołu to rodzaj mocnego środka wyrazu – choć bez ekstremy pozostawia trwałe uszkodzenie narządu słuchu. Każda piosenka jest inna, choć wszystkie połączone nostalgicznym klimatem pozwalają wierzyć, że Hero to mroczna i ryzykowana podróż w głąb siebie. Czy to dobrze? Lubię, kiedy wystarczy parę chwil i już jestem w świecie danego artysty. Ten odrealniony stan zdarza się właściwie nielicznym. Im się to udało.

Ocena: 9/10

Tagi: , , , , , , , , , , , .