Bottom – „Hipokracja” (2015)

Ha, trzeba przyznać, że zacząć album to chłopaki potrafią, ale nie zdradzam detali samego wstępu. Zaręczam, że jest nietuzinkowe. Ale czas na konkrety, a te Bottom serwuje natychmiast. Jak spojrzałem na listę utworów, a raczej ich liczbę – 18, to uznałem, że to wręcz grindową stylistyką zalatuje. Ale nic bardziej mylnego. Bottom nie da się ani razu jednoznacznie zaszufladkować. Kapela ma szeroki zakres targetu, co by użyć handlowej terminologii.

Co prawda dla złośliwych będzie jedna nazwa, która zaraz rzuca się jako natrętne skojarzenie– Frontside. Na szczęście Frontside z najlepszego okresu, nie zaś ostatnich dwóch lajtowych płyt. Skąd te pierwsze wrażenie? Pewnie przez barwę jednego z wokali, no i za sprawą polskich tekstów. Ale skoro ten zarzut mamy za sobą, to można rzec, że obie ekipy, choć pozornie podobny styl reprezentują, różnią się. I to zasadniczo. W Bottom cały czas czuć, że muzycy mają korzenie, nie tylko stricte h/c, ale i  metalowe, ze wskazaniem na bardziej ekstremalne rejony.

Pierwsze, co mi się „rzuciło w oczy” to, że Bottom stosuje chętnie „łamane” konstrukcje poszczególnych utworów. Czasem mam wrażenie, że za często. W pewnych fragmentach te patenty zaburzają ten fajny „flow”, co by użyć modnego terminu. Przyznam, że na początku przesłuchiwania Hipokracji momentami poszczególne utwory zlewały mi się ze sobą. Nie jest to poważny zarzut względem tej płyty, bo po następnych przesłuchaniach nie miałem już żadnych problemów, by rozpoznać konkretne kawałki. Ale pierwsze wrażenie miałem właśnie takie, że płycie Hipokracja brak swoistych hitów. Co oczywiście niekoniecznie jest wadą.

Czego mi tu brak na tej płycie Bottom? Może paru zadziornych solówek i może śladu elektroniki, która by nadał indywidualny sznyt poszczególnym kompozycjom. Ale to już takie bardziej czepianie się na siłę. Ciężko byłoby wskazać lepsze czy gorsze utwory, cały album mija błyskawicznie. Wspomnę jeszcze, co by ukonkretnić pewne moje zarzuty, że Godność czy Nieświadomość mają strukturę i styl, które w tej kapeli najbardziej cenię. To tak tytułem wskazania, czego mi czasem na tej płycie brakuje, właśnie te kawałki mają to wszystko. Ale i Święte słowa porywają kontrastami. Reasumując cała płyta jest udanym materiałem i na tym poprzestańmy.

Wielki plus dla chłopaków za przerywniki, które są z jajem, a zarazem nie tworzą przysłowiowej wiochy. Teksty są konkretne. Adekwatnie opisują otaczająca rzeczywistość. Do tego są czytelnie odśpiewane, co tylko wzmacnia ich wydźwięk. Z kolei po utworze Skurwiele na pewno wzrośnie wam ciśnienie, kurwa, to się nazywa podburzanie do zabójstwa! Po prostu masakra, że tematyka utworu to nasza codzienna rzeczywistość. Odradzam beztroski odsłuch tego utworu. Nastroju ten kawałek zdecydowanie nie poprawi… Dobrze, że jest potem jajcarski Ażurchce, konieczny był taki wentyl bezpieczeństwa…

Chętnie bym obejrzał ekipę Bottom w klubie. Na żywo ten materiał musi mieć moc! Zresztą mam wrażenie, że Bottom jest stworzony do grania w małych klubach, a sam materiał jest idealny do słuchania na żywo. To muza do czterokończynowego odbioru, nie zaś cackania się z poszczególnymi nutami.
Reasumując, jeżeli macie ochotę na wysoce dynamiczny materiał– koniecznie posłuchajcie tego albumu. Płyta Hipokracja z nawiązką spełni Wasze oczekiwania.

Chłopaki z Bottom są już dawno w studio, zatem pozostaje czekać, co obecnie zaprezentują. Nie mam żadnych obaw, wręcz jestem cholernie ciekaw, jak daleko sięgają teraz pomysły kapeli. Hipokracja zaś jest świetnym pretekstem, by te oczekiwanie skrócić.

Ocena: 8/10

 

Tomasz

Tomasz

Jako totalne beztalencie muzyczne mogłem zostać tylko internetowym krytykantem, tfu, recenzentem. W wolnych chwilach nabijam kabzę spekulantom sprzedającym płyty CD.
Tomasz

Tagi: , , , , .