Bright Ophidia – „Fighting the Gravity” (2017)

Są takie zespoły, które posiadają wśród słuchaczy i muzyków spory szacunek. Są doceniane, zbierają dobre recenzje, ludzie klepią ich po plecach, ale jakoś nie przekłada się to na popularność, na którą zasługują. Niejednokrotnie brak zainteresowania ze strony odbiorców doprowadza do rozpadu ambitnych projektów bądź zmian kierunku muzycznego. Są też na szczęście takie zespoły, które nie zwracają uwagi na innych i robią swoje, zdając sobie sprawę ze swojej niszy. Jedną z takich załóg jest białostocka Bright Ophidia, autorzy czterech dobrych albumów, a ostatni z nich, czyli Fighting the Gravity z 2017 roku, będzie bohaterem tej recenzji.

Ucieszyła mnie niezmiernie premiera tej płyty, byłem pewny, że muzycy odpuścili temat, gdyż jej poprzednik Set Your Madness Free wyszedł w 2009 roku i przerwa zrobiła się długa. Fighting the Gravity zaskoczyła nie tylko samym faktem pojawienia się na rynku, ale i muzyką. Album okazał się osadzony w aktualnych trendach, mieszający progresję z ciężkim brzmieniem djentu, dając nową jakość Bright Ophidia. Kompozycje utrzymały nowatorski charakter, jednocześnie stały się znacznie bardziej chwytliwe – użyłem tego słowa z braku innego pomysłu, bo nie ma tu mowy łatwych melodiach czy popowych pioseneczkach. Utwory są zbudowane w taki sposób, że pomimo swego bogatego aranżu potrafią z łatwością pozostać w głowie. Coś jak Bleed zespołu Meshuggah, ciężki, połamany utwór, a jednocześnie można uważać go za przebój. Nie da się także ukryć, że Szwedzi stali się ważnym zespołem dla muzyków Ophidia, gdyż słychać na albumie wiele wpływów ich muzyki, czy to w łamanych, ciężkich riffach, czy odjechanych solówkach. Wpływów tych w żaden sposób nie można potraktować jako kopiowanie, uważam je za oznakę dobrego smaku i możliwości technicznych muzyków.
Wyjątkową częścią płyty jest niewątpliwie utwór zamykający całość, trwający ponad dwadzieścia minut, In Exile. Dla fanów progresji taki czas trwania oczywiście nie będzie niczym zaskakującym. Kompozycja jest rozbudowana i płynna, przez co nie powoduje nerwowego kierowania wzroku w stronę zegara.

Mocną stroną płyty jest także produkcja zrealizowana w LaGrunge Studio. Płyta brzmi perfekcyjnie w każdym calu, słychać dbałość o szczegóły i wiele godzin spędzonych nad masteringiem. Praca, praca, praca, nie ma innej drogi, by uzyskać takie efekty.

Wartość albumów i zespołów weryfikuje czas. Bright Ophidia płytą Fighting the Gravity pokazała, że czas jej nie straszny, a nowatorskie podejście do tematu wskazuje na umiejętność adaptacji. Dla mnie ten krążek jest zdecydowanie najlepszy w dyskografii zespołu.

Ocena : 8/10

Bright Ophidia na Facebook’u.

Tagi: , , , , , , , .