Brouillard – “Brouillard” (2018)

Trafiła do mnie płyta niezwykła, i to z kilku powodów.  Brouillard to nic innego, jak całkowicie podziemna, mała black metalowa instytucja, znajdująca się w rejonach podnóży francuskich Pirenejów, dowodzona przez kobietę, posługującą się tym samym pseudonimem. Nasza bohaterka jest właścicielką malutkiego labelu Transcendance, w którym wydaje m.in. dwa własne projekty. Jednym z nich jest Brouillard – enigmatyczny, jednoosobowy twór, eksplorujący najbardziej mroczne i klimatyczne rejony black metalu.

To pierwszy przypadek, w którym stykam się z blackiem od początku do końca zrobionym przez kobietę, więc ciekawość sięgnęła zenitu. Brouillard serwuje trzecią odsłonę pod tym szyldem. Łatwo się w tym pogubić, bo artystka nie nadaje swoim dziełom tytułów – wszystkie albumy i utwory są określone tym słowem, oznaczającym mgłę.

Ta płyta to nic innego jak godzina mrocznej, bardzo dusznej atmosfery. Cztery kompozycje rozbudowane do kilkunastu minut tworzą ponury, przeszywający chłodem obraz pustki. Jest las i księżyc, góry i śnieg. Punktem wyjścia jest tremolowy riff na tle piwnicznego blastu, obudowany składowymi potęgującymi klimat, czyli mrocznymi, nienachlanymi klawiszami na zmianę z rozwleczonymi, gitarowymi motywami, stanowiącymi równowagę dla klasycznej, skandynawskiej szkoły. Skojarzenia z pierwszymi dokonaniami Burzum są jak najbardziej na miejscu, ale u Brouillard jest więcej ciemnych przestrzeni i przejmującego zimna. Francuska artystka bez pardonu kłania się Tobiasowi Mocklowi – odpowiedzialnemu za kultowe zespoły Darkspace i Paysage D’Hiver, ale nie jest bezmyślną kopistką twórczości Szwajcara. Chłód i mrok Brouillard wydaje się efektem fascynacji najbardziej bluźnierczymi, blackowymi załogami z czasów, kiedy gatunek mocno się radykalizował, przefiltrowanej przez jaskiniowy dark ambient Lustmord i starą brytyjską szkołę cold wave. Nie oznacza to, że znajdziemy tu fragmenty choćby ocierające się o piosenkową melodykę, ale gdyby rozbudowane motywy skondensować do kilku minut, efekt mógłby zadziwić.

Nie sposób nie wspomnieć o wokalu – jeśli ktoś spodziewał się natchnionych, damskich zawodzeń to nie tędy droga. Brouillard jest brutalniejsza niż Nocturno Culto i mroczniejsza niż Varg Vikernes. Gdybym nie wiedział, w życiu nie pomyślałbym, że mikrofon dzierży kobieta. Ten głos w połączeniu z klimatyczną muzyką czaruje i wpędza w melancholię, co samo w sobie jest wartością dodaną.

Kilkanaście odsłuchów sprawiło, że płyta zaczęła rosnąć do rozmiarów małego, black metalowego arcydzieła – oczywiście w swojej, atmosferycznej klasie, bo umówmy się – taka odmiana nie dla każdego jest strawna. Ale jeśli ktoś dobrze czuje się w gęstym lesie nocą, w przytłumionym mgłą blasku księżyca, to propozycja Brouillard będzie idealna.

 

Ocena: 8/10

 

Rafał Chmura

Im większa abstynencja muzyczna, tym bardziej liberalne kryteria jej wyboru
Rafał Chmura

Tagi: , , , , , , , , .