Burial Invocation – “Abiogenesis” (2018)

Ostatnio Turcy musieli się nawąchać czegoś, dzięki czemu wypluwają kolejne, cholernie dobre metalowe płyty. Najwyraźniej stawiają na ilość, nie jakość, przynajmniej ja nie przypominam sobie, żeby coś stamtąd, co już wypełzło na świat, rozczarowało mnie. Burial Invocation wypełzł już dawno, a materiał z EP-ki i splitu był bardzo obiecujący. Teraz przyszedł czas na pełną płytę i prawdopodobnie znajdzie się w większości podsumowań roku, a może nawet i dekady.

Abiogenesis jest fenomenalne. Każdy zawarty tu dźwięk i motyw został dogłębnie przemyślany i ma uzasadnione miejsce. Choć trzy kwadranse płyty dzielą się na pięć tylko kawałków (a jeden to w zasadzie outro), nie ma mowy o jakimkolwiek rozwleczeniu i wałkowaniu patentów do znudzenia. Płyta wydana pod szyldem Dark Descent Records to kalejdoskop pierwszorzędnych pomysłów i parada różnorodności. Są tu i chwytliwe, choć nienachalne melodie, i sensowne wybiegi techniczne, uzasadnione i nieocierające się o tępe popisówki, i brutalne jak ciosy obuchem, quasi-slamowe riffy, które nie nudzą i nie są wtórne. Jest ostry jak życie Waszki G death metal w wydaniu z agresywnymi, szybkimi tempami, jak i złowieszczymi zwolnieniami, od których kurhany same się otwierają. Tojakby Incantation 2.0, tylko że uczeń niepodważalnie przerósł mistrza. Są tu także genialne riffy i solówki, dziesiątki charakterystycznych fragmentów i ciekawych rozwiązań. Szybko zapadają w pamięć, ale jest ich tak dużo, że nie sposób je wszystkie wyłapać. Podczas każdego kolejnego odsłuchu Abiogenesis znajdziesz następne perełki, z których ktoś inny zrobiłby pewnie bazy całych kawałków, podczas gdy Burial Invocation używa ich tylko przez kilka lub kilkanaście sekund.

Zazwyczaj wyszczególniam w tekstach poszczególne utwory i ich specyfikę, ale tu nie ma to najmniejszego sensu. Każdy kolejny kawałek to walec niesamowity, zmienny jak chorągiewka na wietrze i pełen niuansów. Wszędzie znajdą się też solówki, a to chyba ten element płyty dawał mi najwięcej radochy. Raz pojawi się zadziorny tapping, raz chore, obłąkańcze klimaty, kiedy indziej góruje piękna melodyjność, a kolejnym razem deathmetalowe wymiatanie na gryfie. Oczywiście podkłady to nie są dwa akordy na krzyż i gitary w tle też niosą wtedy kapitalne motywy. Majestatyczna, poważna praca wiolonczeli pod koniec płyty śnić mi się będzie.

Taka muzyka wymaga nie tylko tytanicznej kreatywności, ale też ponadprzeciętnego uzdolnienia. Nie muszę chyba mówić, że Burial Invocation i tego ma mnóstwo. Po prostu szczęka opada od sprawności gitarowych i perkusyjnych wywijasów, a wokal brzmi potężnie i monumentalnie. Początkowo brzmienie werbla zajeżdżało mi trochę klapą od śmietnika, ale dość szybko mi przeszło, więc brzmienia też się nie czepiam.

Fajnie, że po setkach opisanych płyt, i tysiącach odsłuchanych dalej zdarzają się albumy, które wywołują u mnie fanbojstwo. Abiogenesis to najlepsza śmierć jaka w tym roku wyszła. Niespecjalnie wierzę żeby coś jeszcze było w stanie ją przebić.

Burial Invocation na Facebooku

Ocena: 10/10

Kapitan Bajeczny

Kapitan Bajeczny

Czarny Piotruś redakcji. Niespełniona artystycznie i intelektualnie dusza. Pajac z wyboru, pisak z przypadku. Gdyby zajmował się magią, miałby ksywę The Great Retardini.
Wobec powyższych faktów miłość do ekstremy i ekskremy w postaci grindcore wydaje się być całkowicie uzasadniona.
Kapitan Bajeczny

Latest posts by Kapitan Bajeczny (see all)

Tagi: , , , , , , .