Cabeza de Caballo – “Dölmenn” (2016)

Dölmenn …Ależ mnie ten album Cabeza de Caballo zaskoczył. Byłem całkowicie nieprzygotowany na dźwięki, jakie popłynęły w słuchawkach i to pomimo tego, że hasło heavy/doom nie jest mi obce.

Wydana przez Discos Macarras druga płyta Hiszpanów to 36 minut muzyki zamkniętej w 5 utworach, chociaż na wkładce jest 6 tytułów. O tym jednak później. Kwintet czerpie pełnymi garściami z dorobku grup, które w latach 70. XX wieku kładły podwaliny pod gatunek zwany heavy metalem. Nie będą więc zaskoczeniem monolityczne, sabattowskie riffy przewijające się przez cały album. Żadną niespodzianką nie jest masywne, analogowe i przez to przybrudzone brzmienie oraz brutalnie niskie strojenie instrumentów. Ktoś może teraz zapytać: co takiego wyjątkowego jest w muzyce Hiszpanów, dlaczego mam sięgnąć po tę płytę? Już wyjaśniam.

Jak wspomniałem Cabeza… inspiruje się klasykami z okresu, gdy heavy metal się rodził, ale mimo tego nie usłyszymy na Dölmenn utworów powolnych, toczących się jak walec. Owszem, zdarzają się takie stonowane fragmenty, jak chociażby początki Last Words of Walter Kovacs i Cahrahb II, The Lazy Demon czy też końcówka The Dölmenn, ale w zdecydowanej przewadze dominują szybkie i dynamiczne partie, zaś w Watheley’s Baby bombardują nas blasty. Co za tym idzie, do uszu docierają momentami riffy, które spokojnie mogłyby się znaleźć na jakimś death czy black metalowym wydawnictwie. Chwilę wytchnienia dają spokojniejsze fragmenty, jak akustyczny Cahrahb I. Arise to Earth, będący pierwszą częścią trylogii oraz klimatyczne zakończenie Cahrahb II. The Lazy Demon, które jest przejściem między częścią 2 i 3 tejże.

Kilka słów o tej części płyty. Na trylogię Cahrahb składają się dwa utwory, z czego jeden jest podzielony na dwie partie. Stąd rozbieżność pomiędzy ilością tytułów na wkładce a liczbą kompozycji. O części pierwszej było wyżej. Cahrahb II to początkowo psychodeliczny doom metal o okultystycznych zapędach i obłąkanych wokalach. Pod koniec tej części następuje wyciszenie z delikatnie buczącym basem i zawodzącymi gitarami, niespodziewanie przechodzące w część trzecią Cahrahb III. The Awakening, która jest totalnym szaleństwem i chaosem, obrazującym przebudzenie demona.

Na koniec coś o wokalach. Pełne ekspresji i emocji, z charakterystycznym drganiami nadają muzyce klimatu psychozy i opętania. Tantryczne śpiewanie w The Dölmenn może przyprawić o ciarki na plecach.

Dölmenn to album, na którym znajdziemy prawdziwy, pieprzony heavy metal w jego pierwotnej, podstawowej formie.

Ocena 8/10

 

Łukasz

Łukasz

Ku "rozpaczy" szanownej Małżonki uzależniony od kolekcjonowania CD. Natchniony płytą pewnego polskiego zespołu oraz kryzysem wieku średniego rozpocząłem przygodę z recenzowaniem . I tak z czasem trafiłem do Kvlt. Wszelka konstruktywna krytyka mile widziana.
Łukasz

Latest posts by Łukasz (see all)

Tagi: , , , , , , , .