Carnal Decay – “When Push Comes to Shove” (2018)

Tak się złożyło, że mimo całkiem niezłej opinii i statusu Carnal Decay, jakoś nigdy nie miałem okazji się z nimi bliżej zapoznać. Stąd też nie mogę powiedzieć, że nowa EP-ka Szwajcarów jest przełomowa w karierze zespołu lub składa się jeno z odrzutów z ostatniego pełniaka. Mogę za to stwierdzić, że buja człowiekiem jak fale Morza Śródziemnomorskiego tratwą z uchodźcami.

When Push Comes to Shove dość szybko przekonało mnie, że notka prasowa od i oceny w sieci kłamią, przynajmniej w kontekście tego materiału. Co miało być brutal death metalem, okazało się bardzo zadziorną i porywającą mieszanką szybszych, deathmetalowych fragmentów i falującego groove’u z zakresu beatdown/hardcore. Wokale także wędrują w te klimaty, zamiast zarzynanego prosiaka mamy dość wyraźny, skrajnie agresywny, growlujący rap. W tym miejscu sporo osób pewnie odwróciło już głowy, zdegustowani odorkiem “ludzi ulicy”. A to błąd, bo Carnal Decay wciąga i tarmosi słuchaczem jak zerwany z łańcucha rottweiler świeżo wyciągniętym z wózka dzieckiem. Druzgoczące ciężarem, nieśpieszne i jednocześnie nie ślimaczące się riffy są proste, zaprzeczyć nie sposób, niemniej zawierają w sobie atomowe ilości energii. Tym bardziej, że tu i ówdzie urozmaicone są elektronicznymi efektami dla urozmaicenia. A żeby nie było, że cała EP-ka jest jednym breakdownem, walec regularnie przerywany jest szybszymi, brutalowymi partiami gonitw i bardziej standardowym dla niszy wokalem. Szczególnie fajnie te elementy wyszły na Food For Thought. Tytułowy When Push Comes To Shove kosi łby motywem przewodnim. Ostatni We All Bleed Red też jest bardzo solidny, oraz najbardziej deathmetalowy. A że płyta składa się tylko z tych trzech numerów, to te dziesięć minut bardzo szybko mija i masz ochotę na dużo więcej.

Mocarne brzmienie, które tylko troszkę można by dociążyć, napastliwe podejście wielokrotnego recydywisty i niszczycielska dawka przemocy: Carnal Decay wysmażyło kozacki krążek. Chyba czas zapoznać się z resztą ich twórczości.

Carnal Decay na Facebooku

Ocena: 8,5/10

 

Kapitan Bajeczny

Kapitan Bajeczny

Czarny Piotruś redakcji. Niespełniona artystycznie i intelektualnie dusza. Pajac z wyboru, pisak z przypadku. Gdyby zajmował się magią, miałby ksywę The Great Retardini.
Wobec powyższych faktów miłość do ekstremy i ekskremy w postaci grindcore wydaje się być całkowicie uzasadniona.
Kapitan Bajeczny

Latest posts by Kapitan Bajeczny (see all)

Tagi: , , , , , , , , , , , , , , .