Cień – „Fate” (2017)

Do recenzji tej płyty zabierałem się całe wieki. Pierwsze przesłuchanie dało wynik negatywny, ale odczucie było inne niż przy słuchaniu kiepskich płyt. Dlatego nie skreśliłem Cienia na starcie. Drugie przesłuchanie również nie wzbudziło mojego entuzjazmu i stwierdziłem, że to chyba nie ten moment na nadejście krakowskiego hordu.

Dopiero po jakimś czasie i kilku zmianach nastrojów towarzyszących świąteczno-noworocznej gonitwie postanowiłem jeszcze raz włożyć do odtwarzacza lśniący krążek. I zaskoczyło.

Cień to niemłody już krakowski projekt pięciu muzyków, którzy przez osiem lat działalności wydali dwie pełnowymiarowe płyty długogrające, jedną EPkę oraz jedną kompilację. Może niezbyt to dużo, ale z pewnością takie doświadczenie pozwoliło okrzepnąć nieco krakusom na rodzimym rynku muzycznym i wydany w ubiegłym już roku drugi album Fate jest dziełem naprawdę dojrzałym.

Już okładka wskazuje swoim klimatem, co może znaleźć się na krążku. A ja bardzo lubię, jak album jest spójną całością muzyki, tekstów i grafiki na albumie. Patrząc więc na czarno-białą grafikę, nasunęło mi się skojarzenie z black metalem mrocznym, nieco brudnym (w starym stylu) i zagranym w tempach umiarkowanych.

I faktycznie tak jest. Black zakrawający miejscami (ale minimalnie – tyle, ile trzeba) o doom trwa nieprzerwanie przez ponad trzy kwadranse, ale nie nuży ani przez sekundę (a doom potrafi znużyć mnie bardzo szybko). Sześć utworów utrzymanych w zmiennym klimacie od mięsistego blacka do klimatycznego akustycznego plumkania a’la Ulver z czasów Kveldssanger (druga część Okowów Szaleństwa, początek Downfall) dają bardzo szerokie spektrum doznań. Natomiast klasyczne instrumentarium, klimatyczne początki kawałków, lekko przesterowane gitary i nieprzesadzony growl uwydatniają dobre wyważenie środków przekazu zaprezentowanych przez krakusów. Nie ma fajerwerków z wielkiego świata, ale czy zawsze muszą one występować na płytach?

Za pierwszym razem Fate po prostu nie zrozumiałem. Za drugim ewidentnie miałem ochotę na klimaty znacznie bardziej brutalne i ostre, a takich na najnowszej płycie Cienia po prostu nie ma. Natomiast jeśli ktoś szuka muzyki umiarkowanej, klimatycznej, ale jednocześnie klasycznie blackmetalowej, to propozycja krakowskiego kwintetu będzie dla niego w sam raz. Ja muszę przyznać, że z każdym przesłuchaniem wpadam w ten album coraz głębiej i głębiej. I nie wiem czy po kolejnych dziesięciu odsłuchach nie dałbym tej płycie wyższej noty. Ale… niech zostanie taka. Jest bardzo dobra!

Ocena7,5/10,0.

 

Latest posts by Maciek Masta (see all)

Tagi: , , , , , , .