Cień – “Sickness Called Mankind” (2019)

EPka Sickness Called Mankind to co prawda nie pierwsza moja styczność z rodzimym Cieniem, niemniej ich poprzednia płyta Fate nie zrobiła na mnie piorunującego wrażenia. I choć Panowie pochodzą z rodzinnego Krakowa a na scenie istnieją już od ponad dekady, to żadna z wcześniejszych płyt (w tym dwóch długogrających) jakoś mnie do siebie nie przekonała.

Trwający trzydzieści minut krążek wydało rodzime Old Temple. Niemniej pięć kawałków to wynik zupełnie wystarczający jak na EPkę. I wystarczająco, by poznać zespół.

Krążek otwiera utwór tytułowy. Mile zaskakuje selektywny dźwięk. Na tle tworzonym przez bas, gitarę rytmiczną i sekcję perkusji bardzo dobrą robotę robi gitara wiodąca. Jest wyraźna, ostra i bardzo, ale to bardzo spójna melodycznie. Rzekłbym, że w miksach została spozycjonowana niewiele niżej niż wokal. Mamy tu growl, który również powala mocą i ciężarem. Duży plus dla inżynierów za wyciągnięcie partii basowych. Prins robi klimat i na pewno jest wartością dodaną do muzyki Cienia. Chcąc nie chcąc, partie perkusyjne musiały zostać trochę stłumione, ale rytmiczna i ciężka praca Suffera jest także czytelna i bardzo dopracowana. Drugi kawałek Malum nie wnosi wiele zmian do klimatu EPki. Znów jest naprzemiennie mocno i szybko (ale bez szaleństwa), a dla równowagi wolniej i jeszcze ciężej. Pozostałe trzy kawałki to covery What Else is There Royskopp oraz remiksy dwóch własnych kawałków Wasz Los (ze Świtu Obiecanego) oraz Demise of Dawn (z Downfall). O ile polska wersja norweskiej elektroniki nie przypadła mi do gustu zupełnie, o tyle zelektronizowana wersja Waszego Losu jest bardziej niż dobra. A etniczno-folkowo-industrialnie klimatycznie opętany Demise of Dawn to już w ogóle szczyt wszystkiego. Słuchając go na słuchawkach, miałem literalnie ciarki na plecach, a włosy stały mi dęba. Coś niesamowitego. Nie wiem jak ten kawałek brzmi w oryginale, ale nie chcę tego wiedzieć. W tej wersji utwór jest absolutny i chyba nie da się go nagrać lepiej. To drzwi otarte do innego wymiaru tak szeroko, że nie da się nie wpaść.

Oszołomiony tym zamknięciem, zdziwiłem się, jak to możliwe, że nie poznałem się wcześniej na tak utalentowanej kapeli. Przecież już raz ich recenzowałem i jakoś mi się nawet o nich trochę zapomniało. Natomiast po raz pierwszy ich muzyka – a zwłaszcza i zdecydowanie z naciskiem na Demise of Dawn – po prostu zmiotła mnie niczym fala uderzeniowa bomby atomowej. Tego trzeba posłuchać. Tę EPkę trzeba mieć.

 

Cień na Fecebooku

Cień na Bandcamp

Cień w Encyklopedii Metalu

Ocena: 8,5/10,0

Tagi: , , , , , , , .