Cinis “Subterranean Antiquity” (2014)

Co prawda „dorobek” Cinis nie jest wielki, EP-ka, debiut i oto omawiany teraz drugi krążek, to jednak sama nazwa Cinis gdzieś tam się obijała mi wcześniej. Przeczytane recenzje Subterranean Antiquity były z reguły pochlebne. Nic dziwnego , że sam album trafił na dłuuugą listę ”do sprawdzenia/zakupu”.
Płyta już na wstępie kupiła mnie rewelacyjną okładką! Niesamowicie klimatyczna. Jej autorem jest Tomasz “Hal” Halicki (Vader, Abused Majesty). Nie kojarzę nic innego jego autorstwa, ale przyznam, że na Subterranean Antiquity odwalił kawał dobrej roboty.
Zresztą oglądając inne okładki Cinis, widać, że zawsze kapela miała jakąś wizję, ucieczkę od sztampy czy banału. Co prawda wkładka Subterranean Antiquity to już standardowe wypełnienie stonowanym kolorystycznie pasażem ilustracji i liryków, do tego fotka kapeli. ale okładka… Za gówniarza nieraz kupiłem kasetę dla samej okładki, kompletnie nie znając kapeli, ani jednej nuty. Taki “meloman” jak ja, w ciemno brał ten album. Dosyć tych dywagacji.

Album zaczyna się orientalnie i … pierwsze skojarzenia biegną od razu do Nile… Coś bowiem jest w tym masywnym brzmieniu Cinis. Ta ściana gitar, growl, …. Zresztą cóż więcej mogę wspomnieć? Zasadnicze pytanie czy unikając banałów, można opisać płytę death metalową? Zatem odpuśćmy sobie szybkie skojarzenia i zacznijmy od ogólnej refleksji…

Mamy tu do czynienia ze świetnie zagraną pozycją, która od razu mnie kupiła czystym, ale nieprzesadnie, brzmieniem, do tego opatrzona świetnymi solówkami.  Subterranean Antiquity oscyluje wokół średnich temp. Na pewno nie ma tu miejsca na bicie prędkości. Cinis stawia na marszowe tempa i … klimat. Tak, klimat. Ta muza, chociaż czasem jeszcze mająca pewne niedopracowane fragmenty, ma bardzo duży potencjał. Wystarczający na pewno, by Cinis wywindować całkiem wysoko.
Sporą zaletą są wszelkie urozmaicenia, niby intra. W czwartym utworze – Darkness In Waves – są świetne basowe motywy, niby pojedyncze partie, ale sprawiają, że cały utwór staje się bardziej rozpoznawalny. Podkreślę ponownie, są tutaj świetne partie gitar… Dodatkowym atutem albumu są bardzo różne “wtręty” ni to wrzaski , ni nieco kloniczne partie. Płyta po prostu ma klimat.

Można śmiało rzec, że w roku 2015 Cinis jest tworem w pełni dojrzałym. Śmiało ich można ustawić obok renomowanych kapel. Bez ujmy dla obu stron. Wyobrażacie sobie, ile mogliby zdziałać za granicami Polski, gdyby tylko Cinis dostał takie wsparcie, jakie ma chociażby kanadyjski Kataklysm, który ma chyba na celu zanudzenie swoich słuchaczy kolejnymi klonami średnich płyt.

Czas przewietrzyć pierwszą ligę polskiego death metalu. Cinis stanowczo tam powinien być. Przy takim nowym Betrayer ta płyta to arcydzieło. Niestety Cinis nie ma za sobą czegoś przełomowego, nie pochwalą się kombatanckimi bredniami… Ja jednak ostro im kibicuję. Oby ten album dał im szansę lepiej zaistnieć. Zarówno kapela jak i jej najnowszy album mają ku temu wszelkie zadatki. Jak wspomniałem, chłopaki z Cinis nagrali taki album, że mogą śmiało rzucać wyzwanie największym. Jestem tylko ciekaw, czy na żywo są w stanie pokazać się tak dobrej strony?

Daję uczciwie 7. Bo to po prostu rasowy death metalowy album, którym ochoczo będziecie się katować. Współczesny death metal to taka dziwna muza, gdzie czasem tradycja jest kamieniem u nogi dla nowego spojrzenia. Cinis nic sobie z tego nie robi. Wali cios za ciosem. Jeszcze skubańcy mają zajebiste sola – wspominałem o nich? Pewnie parę razy… Ale posłuchajcie sobie siódmego kawałka, Future Imperfect – gdzie wspomniane zagrywki rewelacyjnie brzmią na tle mknącej sekcji. Zapytam retorycznie: czy można tego nie polubić?
Płyta ma bardzo ciekawy finał. Klimatyczne zapętlenie, wyciszenie, perka i sample z głosem… Bardzo fajny patent. Odejście w cień, niebyt.
Z szumem, zakłóceniami… Niepokojący moment. Zostaje na długo w pamięci.

Ocena: 7/10

Tomasz

Tagi: , , , , , , , , , .