Clayseny – “Pure Heart” (2019)

Czym jest normalność? Dlaczego tak do niej dążymy? Czy zbiór cech uważanych za normalne faktycznie reprezentują odpowiednie wartości czy może wręcz przeciwnie i całe swe życie biegniemy w złym kierunku? Dlaczego oryginalność uważana jest za dziwactwo i spotyka się z niezrozumieniem? Czy jeżeli ma się odmienne spojrzenie na świat, to warto o tym głośno mówić skazując się na intelektualną banicję? Czy kropla odmienności jest w stanie zdominować morze bylejakości?
Wszystkie te pytania pojawiły się w mojej głowie w nawałnicy chaosu podczas odsłuchiwania debiutanckiego krążka zespołu Clayseny, który nosi tytuł Pure Heart i wydany został dzięki lubującej się w muzyce tak zwanej nieoczywistej wytwórni Ermland Productions.

Gdy mowa o Clayseny nie da się ominąć faktu, iż jednym z muzyków jest niejaki Jarosław Chomik/China Łabieniec znany z grania w kultowym okresie zespołu Vader i ponoszący także odpowiedzialność za schizofreniczny twór NYIA. Towarzyszą mu Emil Walinowicz na perkusji (Varmia), Marcin Siedlecki na basie (Kohorta), Paweł Kukuć (ex-Laos, ex-Eyselphy) i Grzegorz Gołaszewski w roli wokalisty (Frontal Cortex). Płytę Pure Heart zrealizował Michał Grabowski z BlackTeamMedia, którego nazwisko pojawia się coraz częściej w kręgach rodzimych produkcji.

Płytę, która trwa jedynie pół godziny, rozpoczyna absolutnie doskonały Laura P. Jak widać magnetyzm bohaterki serialu Miasteczko Twin Peaks nadal przyciąga, a jej tajemnice mogą się przenosić na muzykę. Kompozycja startuje od klimatycznej gitary i toolowego wejścia na basie, by przeobrazić się w ciężki, zakręcony riff, do którego akompaniuje wysoko śpiewający Grzegorz. Połączenie nisko brzmiących gitar z takim wokalem jest totalnym strzałem w dziesiątkę i zarazem najjaśniejszym elementem na płycie. Hipnotycznie jadący kawałek przecinają kilka razy krótkie wybuchy agresji w postaci blastów ubarwionych dziwacznymi zagrywkami gitarowymi, będącymi małym ukłonem do NYIA i niewątpliwie dla geniuszu Chmury Nie Było zespołu Kobong. Zdecydowanie najlepszy utwór i jak dla mnie dobry kierunek dalszej drogi rozwoju zespołu.

Po świetnym Laura P. wjeżdża utwór tytułowy, który niestety uważam za najsłabszy na płycie. Nie ratują go nawet ciekawe linie wokalne pojawiające się w środkowej części, które w moim odczuciu stylizowane są na charakterystyczny sposób budowy harmonii Björk. Zabrakło tu konkretów, przez co kompozycja mija bez większych emocji.
Na szczęście z trzecim Note From Diary i kolejnym wyraźnym nawiązaniem do Twin Peaks w słowach pierwszego wersu „Fire Walk With Me” dobra kondycja wraca. Ciężkie, nieoczywiste riffy i mocno zaśpiewane partie powodują ciarki na skórze, a w lżejszych momentach znowu zespół nie jest w stanie ukryć miłości do muzyki Tool. W następującym po Note From Diary Gentle Lover, dzięki liniom wokalnym zespół już otwarcie oddaje hołd Maynardowi Keenanowi z czasów Undertow. Co najważniejsze, to fakt, iż takie zabiegi nie pozwalają na stwierdzenie kopiowania tylko na delikatny uśmiech pod nosem i zadowolenie z umiejętnego nawiązania do klimatu amerykańskich mistrzów chorej twórczości. Gościnny udział Aleksandra Koreckiego z psychodeliczną partią saksofonu podnosi dodatkowo kompozycji skilla w zakresie schizofrenii.

W temacie podsumowania muszę stwierdzić, że płyta doskonała nie jest. Jest za to świetnym materiałem debiutanckim, zaznaczającym obecność nowego projektu na scenie. Clayseny ma predyspozycje, by wbić się gdzieś, gdzie było Blindead póki nie odszedł Patryk Zwoliński, budując utwory na nietypowych, połamanych patentach, i okalając je dziwnymi, ale zapamiętywalnymi liniami wokalnymi. Pokładam wielkie nadzieje w rozwój tego projektu i jestem pewny, że nie jestem w tym odosobniony.

Ocena : 7/10

Clayseny na Facebook’u.

Tagi: , , , , , , , .