Clutch – “Book of Bad Decisions” (2018)

Clutch to mój ulubiony niemetalowy zespół wszech czasów. Bez skrępowania mogę stwierdzić, że uznaję się za oficjalnego fanboja tejże ekipy. Kwartet wywodzący się z amerykańskiego stanu Maryland nigdy nie wydał słabej płyty i za to niewyobrażalnie mocno sobie go cenię. Wszystkie z dotychczas wydanych jedenastu wydawnictw znam znakomicie. Każde z nich, pomimo sporych różnic stylistycznych i zmian w brzmieniu, trzyma bardzo wysoki poziom i prezentuje muzykę rockową z jak najlepszej strony. Wydany w pierwszym tygodniu września tego roku dwunasty, pełnowymiarowy album Amerykanów pod tytułem Book of Bad Decisions jest kolejnym solidnym, acz nie zapierającym dech w piersiach wydawnictwem tej niezawodnej ekipy.

Już od pierwszych brzmień płyty łatwo zauważyć, że w muzyce Clutch doszło do pewnego rodzaju zmian. Nie mówię tutaj wyłącznie o metamorfozie w strukturach piosenek czy też sposobie ich nagrywania, ale przede wszystkim o zupełnie innej, żywszej produkcji, która spowija ten krążek. Muzycy zdecydowali się spróbować czegoś zupełnie innego i rozpoczęli współpracę ze znanym i cenionym producentem Vance’em Powellem. Piątka Panów wspólnie chciała uzyskać „nową” jakość nagrań, w przeciwieństwie do tej, którą uzyskali na dwóch poprzednich płytach, czyli kapitalnym Earth Rocker (2013) oraz Psychic Warfare (2015). Efekt końcowy tej współpracy jest ciekawy, jako że Book of Bad Decisions charakteryzuje się znacznie żywszą i nieco „brudniejszą” produkcją niż jego bardziej sterylni poprzednicy. Nic dziwnego, że piętnaście kompozycji, które znalazły się na finalnej wersji albumu brzmi niemalże tak, jakby zostały nagrane na żywo bez żadnych późniejszych obróbek technicznych. Materiał został po prostu zarejestrowany „na setkę”, konkretnie i w całości. Oldschool! To właśnie dlatego brzmienie Book of Bad Decisions jest tak organiczne i mniej komputerowe niż na poprzednich wydawnictwach.

Zmiana dotknęła również stylu, w jakim utrzymane są kompozycje na najnowszej płycie Clutch. I choć pierwsze dwa single Gimme the Keys oraz How to Shake Hands brzmiały jak utwory rodem z Psychic Warfare, następne teasery płyty zwiastowały ewidentną zmianę kierunku. Wolny, bluesowy Hot Bottom Feeder i funkowa In Walks Barbarella podzieliły komentarze fanów, jednak zdecydowana większość z nich była zadowolona z takiego obrotu spraw. Na Book of Bad Decisions znalazło się miejsce aż dla piętnastu utworów, co z początku wzbudziło we mnie nie lada ekscytację. W końcu im więcej nowej muzyki od moich ulubieńców, tym więcej materiału do eksploracji i wnikliwej analizy. Niestety, po parunastu odsłuchach doszedłem do wniosku, że płyta traci na sile przez ową długość. Tylko krążek Pure Rock Fury (2001) wyprzedza ją pod względem czasu trwania i ostatecznie również nie wyszło to zespołowi na dobre. Kawałki Sonic Counselor i H.B. Is in Control są po prostu przeciętne i bezbarwne jak na wysokie standardy, do których przyzwyczaili swoich słuchaczy Panowie z Clutch. Nie wnoszą zupełnie nic nowego do całkowitego obrazu albumu, jednocześnie niepotrzebnie go wydłużając. Ja sam słuchając tego krążka, zaczynam się niecierpliwić mniej więcej przy dziesiątym utworze. Znacznie lepiej by było, gdyby wspomniane kompozycje zostały dodane do wersji specjalnej płyty lub też – tak jak w przypadku bonusów z sesji nagraniowych Psychic Warfare – wrzucone do internetu bez umieszczania ich na fizycznym nośniku.

Book of Bad Decisions oczywiście ma swoje momenty. Wspomniane single Gimme the Keys oraz How to Shake Hands to Clutch w najlepszym wydaniu. Ten drugi z marszu stał się jednym z moich ulubionych utworów grupy. Piosenka tytułowa, mimo że na pierwszy rzut ucha nie przypomina żywiołowego przeboju koncertowego, zaskakuje prostotą i kapitalnym tekstem. Vision Quest oraz Weird Times to szybkie kompozycje, które zapewne świetnie będą spisywać się na żywo. Spośród wszystkich piętnastu piosenek największą moc mają jednak utwory, w których dominuje wolne tempo i epicka atmosfera. Emily Dickinson i zamykający płytę, doskonały Lorelei to przepiękne kompozycje, wobec których odczuwam głęboki szacunek. Druga z nich jest chyba najlepszym closerem w całej dyskografii Clutch; gdy po raz pierwszy ją usłyszałem, totalnie zaniemówiłem. Nie dało się w lepszy sposób zwieńczyć płyty. Bardzo się cieszę, że na krążku znalazło się miejsce dla Lorelei, bo utwór, przynajmniej moim zdaniem, stanowi sowitą rekompensatę za wyraźnie słabszą końcówkę płyty.

Podsumowując, jako prawdziwy Clutchowy diehard jestem nieco zawiedziony najnowszym dokonaniem kwartetu z Maryland. Na Book of Bad Decisions czekałem z ogromną niecierpliwością i każdego dnia sam siebie zapewniałem, jak dobry będzie to album. Owszem, jest to mocna płyta, ale nie dorasta do pięt tym najlepszym. I nie chodzi tu o to, że Panowie z Clutch postanowili oddalić się od sprawdzonej formuły, którą zaimplementowali na poprzednich dwóch wydawnictwach. Amerykanie przesadzili z długością płyty i ilością piosenek na niej umieszczonych. A na przykład w 2004 roku na kultowym Blast Tyrant również znalazło się piętnaście utworów, ale tam wszystko funkcjonowało wyśmienicie. Wszystkie kawałki były na tym samym, bardzo wysokim poziomie i właściwie nie dało się wyróżnić ani jednego gorszego momentu. Z kolei w przypadku Book of Bad Decisions już po pierwszym odsłuchu byłem w stanie „zlokalizować” słabsze i mniej solidne elementy układanki. Niemniej jednak jest to wciąż wielce satysfakcjonujący krążek i już nie mogę się doczekać jak wypadnie w odsłonie na żywo. Chyba nikt nie jest w stanie oprzeć się niezwykle chwytliwemu refrenowi In Walks Barbarella, któremu boski Neil Fallon nadał niepodrabialnego charakteru i mocy.

7/10

 

Marcel Szczepanik

Marcel Szczepanik

vocals so poor, like frogs in a moor
guitars like clouds of fruit flies

d e a t h h a m m e r
Marcel Szczepanik

Latest posts by Marcel Szczepanik (see all)

Tagi: , , , , , , , , , .