Cobra – “Sin Dominio Del Tiempo” (2017)

Propozycja na dziś brzmi: thrash metal z Kolumbii. Mowa tu o trzech muszkieterach z zespołu Cobra, którzy w 2017 roku podzielili się ze światem swoim najnowszym albumem. Sin Dominio Del Tiempo to trzecie pełnowymiarowe podejście Kolumbijczyków do thrashu w przeciągu siedmiu lat od wydania debiutu. Przyjrzyjmy się bliżej co Panowie mają do zaoferowania.

Cobra wchodzi w swój materiał bardzo mocno i agresywnie utworem Unidos Para la Guerra, które atakuje ostrymi gitarami już po kilkusekundowym intro, opartym na dźwiękach wybuchających bomb. Rzeczywiście można powiedzieć, że utwory na Sin Dominio Del Tiempo spadają niczym bomby. Ta mieszanka wybuchowa, oparta na klasycznych motywach thrash metalu, dorzuca do pieca pierwiastek black metalu, który przede wszystkim objawia się w bluźnierczym wokalu. Gardłowy zespołu w każdym z ośmiu numerów sięga po charczący growl, który budzi skojarzenia ze starą szkołą norweskiego czarnego metalu. Instrumentalnie jednak mamy do czynienia z thrashem w najlepszej jego postaci. Gitarowe riffy i przejścia zawarte na tym albumie w dużym stopniu przypominają klasyczne krążki Kreatora. Weźmy chociażby drugi na płycie numer Metal legion, który musiał być silnie inspirowany erą Pleasure to Kill, podobnie jak zamykający wszystko De Cara el Fin.

Kolumbijczycy nie poprzestają jednak na powielaniu znanych treści, gdyż w swoich utworach potrafią eksperymentować z wolniejszymi wstawkami opartymi na tradycji heavy metalowej. Takie właśnie są Hacia el Silencio Eterno, a także Sangre y Honor – kawałki nie tak szybkie jak pozostałe kompozycje Cobry, silniej zakorzenione właśnie w stylistyce heavy. Na osobną uwagę zasługuje tytułowa kompozycja, która na początku buduje atmosferę melodyjną „dyskusją” basu i gitary, wspartych potężnymi uderzeniami bębnów, by następnie przejść w poetycką solówkę, która następnie ustępuje miejsca kolejnemu przejściu, po czym na pierwszy plan wysuwa się ciężka artyleria ciętych riffów i agresywnego wokalu. Sin Dominio Del Tiempo można uznać za najbardziej złożony i ciekawie wyprodukowany numer z płyty o tym samym tytule. Cały krążek nie jest zatem jednolity, dzięki czemu otrzymujemy przegląd umiejętności kolumbijskiego tria, które wyraźnie dobrze czuje się w swoim własnym muzycznym świecie.

Albumowi można zarzucić brak zaskakujących motywów, czegoś, co kazałoby zbierać szczękę z podłogi. Niemniej jednak Cobra jest bardzo dobra. Warto zapoznać się z tym krążkiem, tym bardziej, że w całości jest zaśpiewany po hiszpańsku, co jest dobrą odskocznią od thrashu w języku angielskim. Płyta ma moc i jest dość ciekawą propozycją dla oldschoolowych thrasherów. Dacie się pokąsać temu południowoamerykańskiemu wężowi?

Ocena: 8/10

Vladymir

Vladymir

Now I am become Death, the destroyer of worlds.
Vladymir

Tagi: , , , , , , , , .