Corpsessed – “Impetus of Death” (2018)

Muszę przyznać, że długo i celowo zwlekałem z napisaniem tego tekstu. Nowego Corpsessed słucham już czwarty czy piąty miesiąc, a mimo to dalej wmawiam sobie, że muszę jeszcze trochę nad nią posiedzieć. Choć tak naprawdę nie muszę, znam ją już na tyle dobrze, by móc o niej swobodnie pisać. Po prostu nie chcę dawać sobie pretekstu do zwrócenia uwagi na coś innego.

Powiedzmy od razu, Impetus of Death jest fenomenalne. Zrobiła na mnie wrażenie równie ogromne co Desolate Endscape Phrenelith czy Suicide Euphoria od Pissgrave. To najwyższej próby death metal w najlepszym wydaniu: brudny, dziki i wściekły. Przez trzy kwadranse i osiem numerów fińska ekipa nie przestaje podrzucać kolejnych krwistych smakołyków. Wszystko to pod szyldem prawdopodobnie najlepszej obecnie wytwórni metalowej, Dark Descent Records.

Klasa Corpsessed błyszczy tym bardziej, że nie próbują wymyślać koła na nowo, tylko trzymają się dobrze znanych szlaków. Ich oldschoolowy death metal jest pozbawiony czterdziestu riffów na piosenkę, wciskanych na siłę technikaliów, zbędnych sampli czy przerywników. Zamiast tego jest kapitalnie skomponowany i wypełniony morderczymi riffami. Poczynając od intra Impetus of the Dead, wziętego rodem z filmu grozy z 80tych, aż do końcowego, dziesięciominutowego, death/doomowego molocha Starless Event Horizon morda nieustannie mi się cieszy. Każdy kolejny numer to petarda nie z tej ziemi i zagłada kompletna. Monstrualne i przesiąknięte ohydą Endless Plains of Dust buja jak szalone. Złowieszcze, okraszone delikatnie samplami Paroxysmal wbija kosę w mózg. Graveborne to natychmiastowy klasyk. Lawirowanie między średnimi tempami i blastującymi kanonadami zostają doprowadzone do perfekcji na Begetter of Doom. Chwytliwe, mocarne i dumne Sortilege niesie się echem pod czaszką, a wspomniany już Starless Event Horizon dorzuca pod koniec atmosfery. Ta płyta to majstersztyk bez najmniejszej skazy.

A nie wspomniałem jeszcze o brzmieniu. Treść i forma płyty dopasowane są bezbłędnie. Impetus of Death brzmi jak marzenie, jak bardzo usyfione i zagruzowane marzenie. Podczas wibrowania ze strun unosić się muszą opary dżumy a perkusista nagrywał chyba na dnie piekła, nie wiem jak inaczej wytłumaczyć moc dźwięku.

Słowa zachwytu już powoli mi się kończą. Nagle Corpsessed wskoczyło do ścisłej czołówki światowego podziemia śmierci. Zrób sobie przysługę i kup tę płytę.

Corpsessed na Facebooku

Ocena: 10/10

Kapitan Bajeczny

Czarny Piotruś redakcji. Niespełniona artystycznie i intelektualnie dusza. Pajac z wyboru, pisak z przypadku. Gdyby zajmował się magią, miałby ksywę The Great Retardini.
Wobec powyższych faktów miłość do ekstremy i ekskremy w postaci grindcore wydaje się być całkowicie uzasadniona.
Kapitan Bajeczny

Latest posts by Kapitan Bajeczny (see all)

Tagi: , , , , , , , .