Crowsview – „Lost Resistance” (2018)

Review in English (PDF file)

Z biegiem lat zauważam u siebie coraz większe skłonności do stwierdzeń #kurłakiedyśtobyło czy #byliczasy. Ma to też duże zastosowanie odnośnie muzyki, która pomimo tego, że oferuje ogrom nowych pozycji – smakuje lepiej ze starych krążków. Głupcem byłbym, gdybym nie zdawał sobie sprawy, że ma to związek z procesem starzenia i sporą dozą sentymentu dla „dobrych czasów”. Pomimo świadomości swoich słabości z uporem i tak będę twierdził, że w starych albumach jest więcej magii i charakteryzuje je wyjątkowość, której teraz brakuje. Na potwierdzenie mojej teorii można przedłożyć nazwy zespołów, których członkowie bez skrępowania wymieniają swoje inspiracje i nawiązują do nich w muzyce. Jednym z takich zespołów jest belgijski Crowsview, który na swoim debiutanckim albumie Lost Resistance kopie tyłki w stylu sprzed 20 lat.

Dla osoby zorientowanej w temacie, aby poznać muzykę zespołu wystarczy przeczytać nazwy kapel wymienionych jako inspiracje na stronie Facebook. Oczywiście często daleka jest droga pomiędzy inspiracjami a osiągnięciem podobnego poziomu. W przypadku Crowsview nie ma obaw, poziom przez nich reprezentowany jest zadziwiająco wysoki, a kompozycje trafione w klimaty zamierzone. Beldzy uderzają głównie w klimaty, które powstawały na ich ziemiach w końcówce lat 90. i na początku 00., dzięki takim kapelom jak Kickback, Arkangel czy Length of Time. Dźwięki te są nie do przecenienia, płyty tworzone przez wymienionych wykonawców miały jedyny w swoim rodzaju styl, a jednak należały do tego samego gatunku, który lubię na własny użytek nazywać mianem evil metalcore. Często również zespoły te mocno udzielały się w ruchach straight edge i walczyły o prawa zwierząt, pisząc w swoich apokaliptycznych tekstach o rasie ludzkiej jako przyczynie zagłady.

Crowsview w swojej sztuce zgrabnie łączy stylistykę i przesłanie hardcore’a ze sporą ilością metalowych riffów i złowieszczym klimatem. W riffach dominuje downpicking, spora ilość slayerowych zagrywek, a w rytmice kompozycji dominują średnie tempa. Często pojawiają się podwójne stopy, które dobrze współpracują z bitymi w ich tempie strunami. Zespół omija szerokim łukiem wszelkie zapędy do modnych breakdown’ów i djent’owych zagrywek, co bardzo cieszy. Na wszystko i wszystkich krzyczy swoim zdartym i histerycznym głosem wokalista Kevin Rouserez dodając całości odpowiedniej agresji. Wisienką na torcie jest pojawienie się w Burn It Down i Of Skin and Nails gości. W pierwszym swego charakterystycznego śpiewu użyczył Ross Demon (Length of Time, Angel Crew, ex – Enthroned), a w drugim Ché Snelting (Arma Gathas, ex – Born From Pain).

Chciałoby się rzec „w to mi graj”. Lost Resistance trafił pełnym impetem w moje gusta. Zawsze preferowałem „męskie” i mocne granie, bez przesadnych technicznych lotów czy upiększania. Czysty, surowy strzał nawiązujący do jednej z moich ulubionych scen hardcore/metal. Liczę, że to nie ostatnie słowo ze strony Crowsview, bo takich kapel jest stanowczo za mało.

Ocena : 9/10

Crowsview na Facebook’u.

Tagi: , , , , , , , .