Czechoslovakia – “HVST” (2019)

Gdańska Czechoslovakia to przykład rocka nieefektownego z pozoru, który nie wdzięczy się przed słuchaczem i nie próbuje złowić go na oczywiste, stereotypowe przynęty. Słychać, że nagrania zespołu, podobnie jak i teksty, mają w sobie pierwiastek spontaniczności i niewymuszonego luzu, a miks Andrzeja Kędzierskiego zachował garażowy charakter całości, brud i pewne psychodeliczne rozmycie – zwłaszcza wokale nikną gdzieś za ścianą dźwięków, dochodzą do słuchacza nieco z tła, pozostają zawieszone w lekko sennej pomroce, co jak najbardziej do konwencji pasuje, bo wszystko nam się ładnie zlewa w sensowną, choć nieforemną do końca, szorstką całość.

Spotyka się na HVST alternatywność Sonic Youth z nerwem The Smashing Pumpkins (w Nie zależy mi mamy nawet lekkie mrugnięcie okiem w kierunku klasyka w postaci 1979) podlane odrobiną shoegaze’owej, narkotycznej zawiesiny. Zespół pozwala sobie na sporą dawkę hałasu (zwłaszcza we Wstydzie), ale nie zapomina o melodiach, nie popowych co prawda, nie narzucających się słuchaczowi, ale jednak obecnych i zauważalnych. Bywa tu wręcz transowo, jak w monotonnym do bólu, sennym, hipnotyzującym numerze Naprawdę. W Polsce się tak grywało – a czasem i wciąż grywa – ale rzadko, bo to zawsze była jednak nisza. Znajdziemy jednak w propozycji Czechoslovakii pewne paralele do artystycznych kreacji Ścianki, Ewy Braun czy Apteki, które pozwolą na obranej przez gdańszczan ścieżce poczuć się rodzimemu słuchaczowi mimo wszystko swojsko, u siebie, bo nasza to też dziedzina.

Na HVST polska piwnica spółkuje z anglosaskimi patentami – ogólnie przyjemnie, nawet jeśli nam coś zazgrzyta, piec wypuści brumy, a wokalista nie będzie chciał wzruszyć balladowym zacięciem i wypowie coś mało chwytliwie, nie zawsze wprost. Ale tak przecież miało być. Adam Piskorz (wokal, gitary), Kuba Mondrzejewski (bębny) i Mateusz Kunicki (bas, wokal) – ich spontaniczność, pewne nieokrzesanie dźwiękowo-liryczne, mają swój niepowtarzalny urok, choć jednocześnie odzierają wyraz całości z przebojowej siły, a riffy z bardziej zdecydowanego charakteru. Znowu – to nie zarzut – choć zespół dał się ponieść swobodnemu dryfowaniu, z grubsza wiedział, jaki ląd go kusi i nęci. A że jedni znajdą się na nim i przyjmą jako Ziemię Obiecaną, a drudzy poczują się tutaj obco – taki urok muzyki tworzonej z potrzeb niekomercyjnych, nieefektownej z założenia, wolnej z ducha, nie przywiązanej szczególnie do popularnych konwencji.

ocena: 7,5/10

Oficjalna strona zespołu na Facebooku

Tagi: , , , , , , , , , , , , , , , , .