Darkstorm – “The Oath of Fire” (2017)

Zastanawiacie się czasem, jak w bieliźnie w rozmiarze XS wyglądałaby Wasza miła sąsiadka z naprzeciwka / piętra niżej / klatki obok (do wyboru)? Dam sobie uciąć głowę, że nierzadko. A kombinujecie czasem w głowach, jak brzmiałby klasyk heavy metalu w black metalowych fatałaszkach? Pewnie dużo rzadziej. A to dziwne. Przecież black metal kochamy wszyscy znacznie bardziej niż wspomnianą powyżej sąsiadkę…

Ja też przyznam szczerze, że też nigdy na ten temat nie myślałem. Na szczęście już nie muszę, gdyż w tych ważkich dywagacjach wyręczyła mnie rodzima grupa Darkstorm z Warszawy. Duet ten w roku 2017 nagrał album, który z black metalem ma w zasadzie tyle wspólnego, ile ja z hodowlą tuczników. Niemniej Panowie zajęli się „ublackowieniem” przynajmniej w minimalnym stopniu takich kapel jak Judas Priest czy King Diamond. Opadły Wam szczeny? No mnie też.

Tak, słuchałem kiedyś Judas Priest i zespół ten nawet ukształtował trochę moją muzyczną osobowość. Dlatego kiedy usłyszałem The Guardian of Heavy Metal, The Hellfire Club czy The Quest of the Ancients to Judasi wrócili jak czkawka. Aż zacząłem szukać, czy to nie jakieś covery. A King Diamond? No nie mówcie, że się nim nie zachwycaliście. Posłuchajcie The Curse of the Pharaoh, Into the Dead czy A Tale of Fury and Speed. Na albumie pojawia się jeszcze stary Bathory pod postacią Song of Fire and Ice, ale to raczej pojedynczy skok w bok a nie trend na płycie.

Ogólny odsłuch albumu przypomina krążki wydawane w latach siedemdziesiątych i osiemdziesiątych, i nawet zahacza o klimaty rodem z Black Sabbath. Jeśli chodzi o tempa i partie instrumentalne – trudno szukać szybkości i brutalności. Oczywiście zdarzają się fragmenty blastowe, ale generalnie linia perkusji raczej „heavymetaluje”, niż ścieli trupem wszystko co dokoła. Na The Power of Świętowid mamy też klasyczny growl, który w zestawieniu z delikatnymi analogowo brzmiącymi klawiszami wypada po prostu świetnie. Zresztą ten kawałek spodobał mi się najbardziej z całej płyty, pewnie dlatego, że najmniej w nim heavy metalu, za to najwięcej klimatu, emocji i ostrego growlu.

The Oath of Fire to nie jest płyta dla każdego. Blackowi puryści spuszczą ją w kiblu, a miłośnicy Ironów, Judasów, Kingów i innych nawet po nią nie sięgną. Ale jeśli ktoś szuka czegoś naprawdę niespotykanego i będzie potrafił zachwycić się tak egzotycznym miksem gatunków, stylów i pomysłów na muzykę, to Darkstorm przychodzi im z odsieczą. A ja… No cóż… Ten tego… The Power of Świętowid świetny… Ale że Dudka na Mundial nie wzięli?

Ocena 4,0/10,0.

 

Tagi: , , , , , , .