Darkthrone – „Arctic Thunder” (2016)

Ależ jestem wytrącony z równowagi! W założeniu Arctic Thunder to najbardziej wyczekiwana przeze mnie pozycja tego roku. Z miejsca miała zająć pierwsze miejsce na półce z płytami (układam je wedle upodobań). Od pierwszego przesłuchania chciałem się nią rozkoszować i niczym nastoletni maniak czarnego metalu walić rogami dla szatana, stwierdzając: Darthrone nie umarł! Odpalam album… nie tak szybko.

Trzeba uczciwie przyznać, że muzyka duetu z Kolbotn nie po raz pierwszy wprawia mnie w zakłopotanie. Od pierwszych chwil w Thundra Leach przewidywalne dźwięki osadzone są w typowym kwadracie, gdzie na siłę perkusja, gitary i wokal (aż do znudzenia) zacinają się i powtarzają w kółko ten sam temat. Jest siarka, zło i surowizna, ale podane w sposób szablonowy i niekompletny. Niby to wszystko poprawne, ale brakuje elementu zaskoczenia. Kontrastowo wobec poprzednika wypada Inbred Vermin, gdzie black rock’n’rollowcy pokazują zęby i w przebojowym nastroju ruszają do galopu – a mówię to zupełnie na trzeźwo! Pełno świdrujących, zaplątanych riffów i podsycającej tempo perkusji – mam ochotę sięgnąć po kufel! Niech żyje metal! W najmniej spodziewanej chwili, panowie zapodają co rusz więcej czadu i agresji, a później w dostojnej formie uspokajają skołatane serce, więc rośnie apetyt na jeszcze więcej. Tuż za nim czai się chyba najbardziej hard & heavy metalowy. Arctic Thunder, żywcem wyjęty z lat 70-tych, elektryzuje energią i zadziornością – kopytko samo podryguje. Dzieło dopełnia mocny i momentami bardzo napuszony Deep Lake Tresspass (znów znakomite połączenie metalu i punka) zwieńczony ostrym pazurem. Podoba mi się różnorodny i zwarty charakter Arctic Thunder i choć nie jest przełom w dyskografii prekursorów black metalu to trzymam się jak rozpieszczony bachor lizaka zdania, że ten album to kawał dobrego czarnego rock’n’rolla.

Ocena: 8/10

Tagi: , , , , , , , , , .