David Byrne – “American Utopia” (2018)

Chyba nigdy wcześniej nie miałem tak ciężkiego zadania, jak napisanie tej recenzji. Dziesięć różnych zdań powstaje, zanim wytworzy się właściwa myśl. Powodem tego jest wielopoziomowa sztuka, jaką znalazłem na ostatniej płycie Davida Byrne’a. American Utopia, to jego kolejny strzał w dziesiątkę. To album, koło którego nie da się przejść bezinteresownie.

Każdy, kto choć trochę interesował się karierą solową Davida lub jego działalnością w Talking Heads, zna jego satyryczne podejście do tworzenia sztuki oraz ironiczny stosunek do otaczającej nas rzeczywistości. W przypadku American Utopia służy nam do tego dziesięć numerów, czyli trochę ponad 37 minut muzyki. W tym czasie jesteśmy świadkami niesamowitych umiejętności kompozytorskich Davida, ale nie tylko jego.

Od czasu premiery minęło już sporo czasu (9 marca 2018). Czasu, w którym American Utopia niejednokrotnie została okrzyknięta najlepszym solowym albumem Byrne’a. Ale czy jest to rzeczywiście jego solowa płyta? Faktem jest, że to jego nazwisko łypie na nas z okładki tego albumu, ale aż 8 z 10 utworów zostały skomponowane przy współpracy wieloletniego przyjaciela DavidaBriana Eno. Numery te powstały na bazie nieużytych nigdy wcześniej tracków Briana. Eno jest również producentem tego wydawnictwa. Dwa pozostałe, czyli This Is That oraz Here, współtworzył Daniel Lopatin, którego możecie kojarzyć bardziej jako Oneohtrix Point Never.

W warstwie tekstowej American Utopia jest kolejną próbą przedstawienia punktu widzenia Byrne’a o sytuacji politycznej w Stanach Zjednoczonych. Jednak liryki tej płyty skupiają się głównie na pozytywnym oraz kolektywnym myśleniu. Szczególnie słychać to w chyba najbardziej optymistycznym kawałku tego albumu – Every Day Is A Miracle. Numer ten to połączenie muzyki funk, reggae oraz oczywiście elektroniki Eno, w jeden niesamowicie naładowany cud kompozytorski, mówiący nam, byśmy wzajemnie się kochali. Kolejnym tego przykładem jest Everybody’s Coming To My House. David w nim mówi nam – “We’re only tourists in this life. Only tourists but the view is nice“. Za takie wyznania oddaje honory! To tylko jedna z niezwykłych sentencji, którymi autor się z nami dzieli. Jednak perłą miedzy wszystkimi kompozycjami tej amerykańskiej utopii jest This Is That. To numer chwilami minimalistyczny, bardzo elektroniczny (beat rządzi), uroczy dzięki dźwiękom harfy oraz keyboarda, który imituje brzmienie fortepianu i klawikordu. O klimacie i przesłaniu tego utworu nie będę się rozpisywał, gdyż jest on odpowiednio czytelny i jasny. Po prostu odsyłam do kawałka. Warto! To dzieło sztuki.

Kolejną kwestią, która w American Utopia jest niesamowita, to jej bardzo wyraziste brzmienie. Produkcja, mastering i mix jest fenomenalny. Piękne, bogate tony oraz jasna paleta dźwięków tworzą razem doskonałą całość. Jedyną rzeczą, do której można by się doczepić, to nieco piskliwy wokal Davida, ale w jego wieku (66 lat) to akurat nic dziwnego. Wydając ten krążek, David pewnie nie przejmował się tym, że jego głos nie brzmi tak dobrze jak w przeszłości. Muzyka broni się zawsze sama. Inni muzycy w jego wieku mogą tylko bić mu pokłony. Tak samo, jak ja to robię. Świetna robota!

Ocena 9,5/10

David Byrne na Facebooku.

 

 

Tagi: , , , , , , , , , , .