Death’s Cold Wind – “Subyugador – In Goat We Trust” (2016)

Na początku należy uderzyć się w pierś: płyta ta wydana została już szmat czasu temu. Jej (fizycznego krążka) los prawdopodobnie jest zakręcony niczym fabuła portugalskich telenowel, niewielu wie, co się z nią działo. Po kilku prawdopodobnych przejściach z rąk do rąk trafiła w do mnie. I bardzo dobrze, bo po seansie z Subyugadorem można umawiać dentystę.

Mowa tutaj o pierwszym i, jak na razie, jedynym longplayu wariatów z Ekwadoru. Płyta ma naprawdę solidny czas trwania, bo prawie pięćdziesiąt minut, przez które przewinie się dwanaście numerów. Ta konkretnie wersja została wydana przez Old Temple.

Zimny Wiatr Śmierci (zaiste, cudowna nazwa) to prosty, południowoamerykański, bluźnierczy ogień. Typowa dla tamtych rejonów dzikość w dźwiękach przybiera tu formę idealną do takich wybryków, to znaczy łatwopalną mieszaninę death i black metalu (a może nawet war), z dużą garścią thrashmetalowych pocisków. Przy czym wypada wspomnieć, że przez cały odsłuch trafi się też wiele dodatkowych smaczków i nawiązań. Głównie w pierwszej części płyty, która jest dużo bardziej swobodna w kompozycji i zróżnicowana w riffach. Nie, żeby death metal Death’s Cold Wind nagle stawał się progresywny czy awangardowy. Chodzi raczej o większą różnorodność pomysłów. Zdarzy się tutaj na przykład jadowity black/death zwieńczony hołdem dla Autopsy na My Hope (War.Ma.666.Doom), Gods of Depravity spodoba się fanom bycia biczowanym i wgniatanym w ziemie, a Total Holocaust kryje radosne elementy rodem z thrash/speed metalu.

Druga część płyty ma już bardziej zwartą, nakierowaną na śmierć formę. Poza szybciutką petardą Son of the Mourning oraz black/punkowym Satan Metal (to byłby świetny strzał gdyby był krótszy, przy prawie sześciu minutach powoli wytraca tempo, a na koniec nudzi), numery skłaniają się ku duszącemu ciężarowi death metalu. Robi się równiej, ale też odrobinę mniej ciekawie. Z drugiej strony, jest bardzo możliwe że to efekt porażającej długości płyty. Najczęściej słuchałem jej w dwóch częściach, podczas pełnego odsłuchu czułem przesyt.

Tym niemniej, Subyugador – In Goat We Trust to dobra pozycja dla każdego fana dzikiej, szaleńczej ekstremy. To, że zespół formę utrzymuje zostało już udowodnione na późniejszym splicie z Moloch Letalis, można więc spokojniej czekać na kolejne wydawnictwa Death’s Cold Wind i niszczyć siebie i otoczenie przy tym, co mamy.

Death’s Cold Wind na Facebooku

Ocena: 7,5/10

Kapitan Bajeczny

Czarny Piotruś redakcji. Niespełniona artystycznie i intelektualnie dusza. Pajac z wyboru, pisak z przypadku. Gdyby zajmował się magią, miałby ksywę The Great Retardini.
Wobec powyższych faktów miłość do ekstremy i ekskremy w postaci grindcore wydaje się być całkowicie uzasadniona.
Kapitan Bajeczny

Latest posts by Kapitan Bajeczny (see all)

Tagi: , , , , , , , , , .