Decipher – “Of Fire And Brimstone” (2019)

Zawsze kiedy listonosz przynosi mi przesyłki z Grecji, cieszę się jak małe dziecko. Nawet jeśli to miałaby być płyta, o której usłyszy dwanaście osób, to jestem spokojny, że będzie to dobra muzyka. Specyficzna to scena, ale raczej niezawodna. Kiedy odpakowałem debiutancką EP-kę młodziutkiej załogi Decipher, wiedziałem, że będzie ciekawie.

Zaledwie trzy utwory plus intro przekłada się na kilkanaście minut czystego, niczym nieskrępowanego metalu. Zespół otagowany jest przymiotnikami death i black, ale w tym przypadku są to tylko mało znaczące łatki, bo wpływów, nawiązań i inspiracji jest znacznie więcej. To jest metal z jaskini, zagrany całkowicie szczerze, pozbawiony jakichkolwiek akademickich rozważań, prosto z trzewi. Tak mogą grać albo nieprzyzwoicie utalentowani wyjadacze, albo młodzi gniewni, nieskażeni krępującymi wymogami konwencji. Wybuchowa mieszanka death i black metalu stanowi rdzeń tego wydawnictwa, ale jest to rdzeń całkowicie zakorzeniony w prehistorii. Wszystkie trzy numery bujają na heavy metalowy sposób, nawiązują wprost do starej szkoły, a cała reszta to ekstrema końca lat 80. XX wieku przefiltrowana przez modną ostatnio aplikację. Nie znaczy to, że Grecy obudzili się z hibernacji, przesłuchali parę klasyków i postanowili im oddać hołd. Ich muzyka to nawet nie jest „dziś” – to jest „pojutrze”, bo za chwilę każdy będzie chciał grać death i black według kanonów hard rocka, nie popadając przy tym w śmieszność.

Ktoś powie, że takie granie to nic nowego, bo był już StarGazer, był Tribulation i jeszcze parę innych zespołów. I będzie miał rację, ale co z tego, skoro Decipher już może śmiało stawać z nimi w szranki i wcale nie będzie gorszy. Grecy czują, że w prostocie siła, nie kombinują, nie łamią głów nad strukturami, po prostu grają. Brutalnie jak Behemoth, ale z feelingiem Thin Lizzy. Ostro jak Darkthrone, ale z melodyką klasycznego Rainbow. Brudno jak Bathory, ale z radością młodych Scorpionsów. Brzmi niedorzecznie? To dodajcie do tego zapach starego, obskurnego, zasyfioniego heavy metalu. Uśmiech od razu zagości na Waszych twarzach, a niektóre z tych fragmentów będziecie sobie nucić przy goleniu. Zdaję sobie sprawę, że dla fanów klasycznych ciężkich brzmień ten mini album może wydawać się wręcz kuriozalny, ale życzyłbym sobie i Wam, żeby tylko takie perełki trafiały do naszych odtwarzaczy, bo to cudownie naiwne melodie przyszłości.

Ocena: 9/10

 

Rafał Chmura

Im większa abstynencja muzyczna, tym bardziej liberalne kryteria jej wyboru
Rafał Chmura

Tagi: , , , , , , , .