Deicide – “Overtures Of Blasphemy” (2018)

Jak każdy z wąskiego grona zespołów, które stały się legendą już u zarania swych dziejów, Deicide musi się mierzyć ze wspomnieniem swych największych płyt, w tym wypadku kamieni milowych death metalu. Ostatni album grupy pokazał – choć pewnie nie wszyscy się z tym zgodzą – że Glen Benton i s-ka mają wciąż na siebie pomysł i potrafią wypaść wiarygodnie, mrocznie, ale i z chwytliwym (nie mylić z nadmiernie komercyjnym) rezultatem. Najnowsza płyta, Overtures of Blasphemy – z okładką, którą stworzył nasz utalentowany rodak, Zbigniew M. Bielak – brzmi inaczej niż poprzednik, zarówno pod względem struktury kompozycji, jak i samej produkcji. Wciąż jednak można tu rozpoznać patenty, z którymi Deicide bezbłędnie kojarzymy.

Pierwszy kontakt z zawartą na tej płycie muzyką wydawał mi się bardzo rozczarowujący, ale im dłużej obcowałem z nowymi kawałkami Bogobójstwa, tym łatwiej odnajdywałem w nich ducha dawnych czasów. Nie ma tu może ewidentnych death metalowych “hitów”, które miażdżyłyby czaszkę jednym ciosem, ale jest dość interesujących momentów, by uznać, że florydzka legenda wyszła ze studia z tarczą. Co ciekawe, niektóre numery, choć w 100% deathowe w swej prostocie, zdradzają pewne melodyczne rozwiązania, które mogłyby sprawdzić się w całkiem innych konwencjach metalowych. I tak, pod warstwą gitarowego brudu w Crawled From The Shadows i Compliments Of Christ kryją się melodyjne tematy godne heavy metalowych hymnów. Często też solowa gitara rzeźbi w strukturze kompozycji jakieś motywy, w których zespół przemyca odrobinę harmonii. Nie mam do końca przekonania, czy w takim wydaniu Deicide mi się podoba, ale można to potraktować jako próbę odświeżenia konwencji, dla wielu interesującą.

Wolę jednak konkretniejsze uderzenia, których tu nie brakuje. Proste riffy w średnim tempie, jak ten w Seal The Tomb Below albo Flesh, Power, Dominion, ukazują szlachetną prostotę. Dziarski All That Is Evil i brzmiący jak żywcem wzięty z lat 90. Excommunicated, a także mięsisty i mroczny, utrzymany w staroszkolnym stylu Destined of Blasphemy, to rzeczy naprawdę udane, stworzone podług prawideł czarnej sztuki. Może chciałoby się, żeby Deicide dołożył jeszcze więcej do pieca, ukazał dziksze, bardziej bluźniercze oblicze. Cóż, czasem trudno wykrzesać z siebie nieskrępowaną moc młodzieńczych lat.

Mimo spójności i pozornego ograniczenia użytych środków, Overtures of Blasphemy pokazuje różnorodne wykorzystanie klasycznego zestawu death metalowych rozwiązań. Chociaż trudno postawić tę płytę obok najlepszych dokonań grupy, to jednak znalazło się na niej sporo dobrej muzyki. Pytanie brzmi, czy chcemy “tylko” niezłych płyt od kogoś, kto wyznaczał niegdyś reguły gry i nieustannie kierował na siebie uwagę metalowego środowiska? Tym, którzy zrazili się pierwszym kontaktem z Overtures of Blasphemy polecam jednak kolejne podejścia – sam musiałem przekonywać się jakiś czas.

ocena: 7/10

Oficjalna strona zespołu na Facebooku

Paweł Lach

Od dłuższego czasu pisuje o muzyce (i nie tylko) dla różnych portali. Nie słucha latynoskiego folkloru, a poza tym jest w stanie popróbować wszystkiego.

http://lach.kf-oswiecim.net/
Paweł Lach

Latest posts by Paweł Lach (see all)

Tagi: , , , , , , , , , , , , .