Deivos – „Casus Belli” (2019)

Polska w natarciu. Weterani z pochodzącego z Lublina zespołu Deivos wysmażyli dla nas kolejny album zatytułowany Casus Belli. Wydawcą dla ich muzyki po raz trzeci jest rodzima Selfmadegod Records, a premiera krążka przewidziana jest już na 29 listopada 2019.

Formacja przyzwyczaiła nas przez lata egzystencji do gęstego i dosyć technicznego nawału dźwięków przez nią produkowanych. Casus Belli nie jest wyjątkiem w tej materii. Deivos jest jedną z tych kapel, która nawet jak zwalnia – sprawia wrażenie skrajnie skomasowanej. Czytelna produkcja, za miks której odpowiada Tomasz Zalewski z Zed Studio, pozwala usłyszeć wszystkie niuanse aranżacyjne. Jest dosyć sucha, duszna, zbita i uważam taki ruch za konsekwencję kierunku muzycznego, w jakim zdecydował się iść zespół, dając wspólnie nieco „klaustrofobiczne” wrażenie. Słuchając płyty, odczuwam dziwne mrowienie na karku, niepokój i napięcie podobne do tego, co się czuje przed burzą.

Casus Belli rozpoczyna się bez zbędnego owijania w bawełnę blastowym ciosem w postaci kompozycji tytułowej. Utwór ten oferuje (jak większość na płycie) konkretną dawkę zmian tempa, od silnych blastów, przez łupanki w średnim tempie, po nieco wolniejsze, ciężkie motywy i dobrą solówkę. Już na tym etapie można stwierdzić, że mamy do czynienia z graniem na wysokim poziomie, balansującym gdzieś na pograniczu korzennego, florydzkiego death metalu z nowocześniejszą, znacznie bardziej techniczną twarzą tego gatunku. Wpływy Cannibal Corpse są wyczuwalne równie mocno jak i Morbid Angel. Dodając do tego furię Nile i szczyptę polskiej wściekłości, można sobie wyobrazić z grubsza czym jest nowy album Deivos. Szybkie kompozycje, takie jak Bitter End czy Ataraxy, uzupełniane są walcowymi w postaci na przykład Parallel Gods i Nuclear Wind, dzięki czemu mamy do czynienia z krążkiem brutalnym, ale i wyważonym. Mocną stroną płyty są także gitarowe solówki, pojawiające się często i uatrakcyjniające utwory. Mamy do czynienia z wszelakimi wgrywkami, harmoniami, tłami, piskami w stylu Kerry Kinga, jak i klasycznymi, bardzo szybkimi, ale zagranymi z głową popisami solowymi. Panowie Tomasz Kołcon i Piotr Bajus zdecydowanie błyszczą w tych momentach, ale pamiętają także, żeby nie przesadzać i trzymają się mocno konwencji utworów.

Dla tych, którzy dobrze znają Deivos nie będzie także niespodzianką wiadomość, iż na tej płycie nie brakuje charakterystycznych dźwięków tak zwanego cawbella. Ten mało metalowy instrument perkusyjny wkradł się do stylu zespołu lata temu, stając się niejako elementem rozpoznawalnym, a na Casus Belli słychać go często. Swoją obecność manifestuje chyba w każdej kompozycji, ale esencją staje się w moim ulubionym Nuclear Wind, rozpoczynając utwór jako składową rytmu. Do tego rytmu dołącza gojirowy riff, by razem wprowadzić w klasyczne już dla zespołu klimaty.

W słowach podsumowania pragnę nadmienić, że nowe dzieło brutali z Deivos polecam przesłuchać kilka razy nim się wystawi ocenę. Gęstość aranżacyjna w pierwszym kontakcie może wydać się mało atrakcyjna, lecz z czasem muzyka pokazuje swoją wielowarstwowość i wpuszcza słuchacza „do środka”.

Ocena : 7,5/10

Deivos na Facebook’u.

Tagi: , , , , , , .