Demonbreed – “Hunting Heretics” (2018)

Zanim Demonbreed wylądował w moim odtwarzaczu, przez dłuższy czas kołotał się po mojej głowie, dając wrażenie, że skądś tę nazwę znam. I rzeczywiście, choć debiutanckiego longplaya Niemców nie słyszałem, a z ich wcześniejszym projektem Lay Down Rotten niespecjalnie mi po drodze, to jednak kojarzę ich z splitowej siódemki z The Dead Goats. Pamiętając strzał po ich stronie krążka, moja sympatia do Hunting Heretics szybko i wydatnie podskoczyła.

Nowe wydawnictwo niemieckiego kwartetu jest EP-encją oscylującą wokół dwudziestu minut trwania, a album wyfrunął spod skrzydeł Testimony Records. Pięć numerów zawartości kontynuuje to co znamy z splitu, i najprawdopodobniej też debiutu (proszę nie bić, kiedyś pewnie nadrobię). To znaczy, spodziewaj się śmierci po szwedzku.

I to dość oldschoolowej. Demonbreed nie wnosi do gatunku nic nowego, musimy to od razu przyznać. Z drugiej strony, w dawno ustalonych ramach porusza się pewnie i sprawnie. Numery mają optymalny czas trwania, odpowiednią ilość przyjemnych pomysłów i kilka urozmaiceń. Riffy nie są jakoś wyjątkowo dobre, innowacyjne bądź będące szczytem ekstremy, za to zwyczajnie cieszą. Jest tu ta charakterystyczna dawka melodyjności, dzięki której Hunting Heretics wywołuje uśmiech, jest dużo przebojowości do podscenicznych spazmów (najlepiej wypada w tym Deadly Superstition), jest też chwila balladowego zamyślenia i coś dla lubiących razem skandować. Co prawda, niekiedy zdarzy się gafa. Zupełnie nie rozumiem solówki na Suprema, która wciska się między taneczny walec, a zalatującą wikingami końcówkę, ze swoim rozmemłanym, rozmarzonym zwolnieniem. Z drugiej strony musimy zauważyć, że Hunting Heretics jest stworzone do bycia granym na żywo. W takim wypadku wspomniany fragment może i ma sens, trudno powiedzieć bez uczestnictwa w występie.

Nie jest to zapewne EP-ka, która zawojuje świat i wejdzie do kanonu regularnie powtarzanych przez zastępy słuchaczy. A jednak dumnie spełnia swoją funkcję. Bawiłem się przy niej zaskakująco dobrze. Jest porządnie napisana, rzemieślniczo-sprawnie odegrana, nie wymaga nieustannego skupienia, ma zgrabne tempo i pomysły. Wujkowie Grave i Dismember byliby dumni.

Demonbreed na Facebooku

Ocena: 7/10

Kapitan Bajeczny

Czarny Piotruś redakcji. Niespełniona artystycznie i intelektualnie dusza. Pajac z wyboru, pisak z przypadku. Gdyby zajmował się magią, miałby ksywę The Great Retardini.
Wobec powyższych faktów miłość do ekstremy i ekskremy w postaci grindcore wydaje się być całkowicie uzasadniona.
Kapitan Bajeczny

Latest posts by Kapitan Bajeczny (see all)

Tagi: , , , , , , , , .