Der Blutharsch and the infinite church of the leading hand – „What Makes You Pray” (2017)

Der Blutharsch był swojego czasu legendą w niektórych kręgach muzycznych. Parę lat i kilka zmian (łącznie z tą w nazwie) potem, Der Blutharsch, już z tym długaśnym dodatkiem w nazwie, próbują funkcjonować jako zespół pełną gębą, nie zaś dwuosobowy projekt, i nawet chyba jakoś im to wychodzi. What Makes You Pray to zeszłoroczny krążek grupy i mam z nim duży problem.

Naprawdę bardzo chciałbym go ocenić wysoko. Wydaje mi się, że gdybym miał z materiałem z What Makes You Pray do czynienia w warunkach koncertowych, mógłbym być zachwycony, więc wcale nie zdziwię się, jeśli ktoś tu wyskoczy z tekstem, że na żywo byli zajebiści. Sęk w tym, że w wersji studyjnej Der Blutharsch i ferajna mnie nudzą.

Psychodeliki, ambienty i inne dziwne rytuały zazwyczaj wymagają kilku podejść i otwartej głowy. Pod tym względem What Makes You Pray wchodzi zaskakująco łatwo, bo niewiele się tu dzieje. Przy każdym przesłuchaniu, a podchodziłem do albumu chyba z kilkanaście razy, walczyłem z piaskiem sypanym na powieki. Płyta nie różni się może jakoś bardzo wyraźnie muzycznie od poprzednich dokonań zespołu, a mimo wszystko albumy Today I Want to Catch Clouds, Joyride, a już w szczególności The Cosmic Trigger bardziej mi wchodzą i przede wszystkim nie powodują śpiączki. To, co wcześniej było mocą zespołu, czyli bogactwo brzmień, i to nie wywalonych na wierzch, a delikatnie wplatanych w miks, w te sunące powoli niczym obłoczki kompozycje, teraz stało się zbyt subtelne i zbyt mocno cedzone, jakby zespołowi powoli kończyły się pomysły, a musiał je przetrzymać na całe 46 minut albumu. Owszem, jest tu parę fragmentów, które nieco podnoszą poziom całości, jak choćby tytułowy utwór, skitrany pod koniec płyty. Ale zanim do niego dotrzesz musisz zaopatrzyć się w parę puszek Red Bulla, bo na samym początku wita cię dwunastominutowy Shine, który nudzi, niby się rozwija, ale nigdy nie dochodzi do punktu kulminacyjnego, aż w końcu zdycha, kiedy masz już naprawdę dość i walczysz ze snem. Do mocniejszych punktów mogę też zaliczyć El Ocaso, z ciekawymi gitarami, czy dziwnawy Time. Ale to w zasadzie tyle, cała reszta rozwadnia, rozrzedza te atrakcyjniejsze, bardziej wciągające elementy.

Na Kvlt.pl znajdziecie dość entuzjastyczną recenzję epki Sucht & Ordnung Der Blutharsh itd. W pierwszym akapicie tekstu Mikołaj nie bez słuszności stwierdził, że „główną bolączką większości space rockowych muzycznych psychodelików jest to, że gdzieś w okolicach dziesiątej minuty okazuje się, że zaprezentowały już wszystko, co ciekawego miały do zaoferowania”, by następnie dodać, że akurat Sucht & Ordnung jest świeża, choć nie dlatego, że jest epką. Obecnie mam jednak podejrzenie, że to może właśnie dlatego, bo Der Blutharsh i reszta tym razem nie wytrzymali zderzenia z długim formatem. Na What Makes You Pray pomysłów uzbierałoby się właśnie na epkę i chyba na tym trzeba było zespołowi pozostać. Najwyraźniej zespół nie przeczytał recenzji Mikołaja. Trzeba było pisać po niemiecku.

Der Blutharsch i cała reszta nazwy na Facebooku

3/10

Sprawdź lepiej:

Kalamata, Miist, L’Albero Del Veleno, Rosetta

Jakub Milszewski

Jakub Milszewski

W tradycyjnych mediach obecny od 16-tego roku życia. Pisał już o wszystkim, więc nic już go nie ekscytuje. Na co dzień publikuje w "Top Guitar", Kvlt.pl i Anywhere.pl. Połowa duetu stojącego za książką "Gastrobanda".
Jakub Milszewski

Tagi: , , , , , , , .