Der Dunkle Zeitverlauf – I (2019)

Jakiś czas temu odebrałem szarą kopertę z zawartością w postaci płyty projektu o nic nie mówiącej nazwie, za to z interesującym motywem na okładce. Na dołączonej ulotce widniała tylko lakoniczna informacja, z której wynikało, że właśnie trzymam w ręku arcydzieło astral black metalu. Intrygujące, ale co to jest astral black metal?

Nie podejmuję się próby zdefiniowania tego określenia, ale jestem przekonany, że wszystko wyjaśni sama muzyka. Jednoosobowy, szwedzki projekt po prostu wynosi black metal w pozaziemską przestrzeń i puszcza go wolno w kosmiczny dryf. Dwie, kilkunastominutowe kompozycje zlepione są z gitarowych szumów, imitujących wokale odgłosów, które wpędziłyby w kompleksy samego diabła i jednego wielkiego, drone’ującego ciągu dźwięków, przenoszących słuchacza w kompletnie inny wymiar doznań. Jeśli posłuchamy wystarczająco głośno, to spod ściany hałasu wyłoni się mocno przytłumiona sekcja, osadzona na opętańczo szybkich tempach, podsycających i tak już niemożliwie złowieszczy klimat. Der Dunkle Zeitverlauf z jednej strony stanowi ekstremalną formę hołdu dla Darkspace, zaś z drugiej, może jawić się jako przełożona na najczarniejszy black metal odpowiedź na bardzo wczesne, raczkujące wręcz oblicze krautrocka. Mróz i śnieżna zamieć jest niemal namacalna, ale słychać, że to nie dzieje się ani w górach, ani w lesie, ani gdziekolwiek indziej na naszej planecie. To jest czysta, kosmiczna próżnia – bez powietrza i bez światła, kwintesencja pierwotnego chaosu, z którego jeszcze nic nie zdążyło powstać.

Można się spierać, na ile taka muzyka jest oryginalna. Nie brakuje na scenie grup posługujących się zbliżonymi środkami wyrazu, ale Der Dunkle Zeitverlauf idzie krok dalej i w pełni udowadnia, że o prawdziwym, przesiąkniętym atmosferą black metalowym chaosie można zdziałać jeszcze naprawdę sporo. Rzecz absolutnie obowiązkowa dla fanów atmosferycznego blacku, którzy szukają czegoś więcej niż zima i las.

Ocena: 9/10

 

Rafał Chmura

Tagi: , , , , , , , .