Derdian – “DNA” (2018)

Mam pewien problem z zespołami pokroju włoskiego Derdian, tj. uprawiającymi europejską odmianę power metalu w swej najbardziej złagodzonej i cukierkowej wersji. To na początek. DNA to już siódmy album ekipy dowodzonej przez gitarzystę Enrico Pistolete, zatem zdecydowanie nie mamy do czynienia z nowicjuszami. Wręcz przeciwnie. Panowie grają typowy włoski power metal, a w swej twórczości zawarli wszystkie zalety tego gatunku i niestety wszystkie jego wady.

Od wad zatem zacznijmy. Głównym grzechem Derdian (i wielu innych podobnych grup) jest produkcja. Wyobraźmy sobie zespół grający pochodną heavy metalu, gatunku, który charakteryzuje się ostrymi riffami, pulsującym basem, perkusyjnym galopem i produkcją uwypuklającą wszystkie „brudy”. W przypadku Derdian wszystkie te elementy zostają tak wygładzone i wyszlifowane, że w efekcie dostajemy muzykę łatwą, lekką i przyjemną dla ucha. Jakby tego było mało, całość jest wspaniale „dosłodzona” przez klawisze. Przecież można grać z „kopem”, nie tracąc przy tym ani grama swej power metalowej tożsamości.

Dobrą stroną DNA są natomiast kompozycje. Wiadomo powszechnie, że główną zaletą tego gatunku są ładne melodie. Tutaj mamy ich pod dostatkiem. Weźmy refren utworu tytułowego, który naprawdę zostaje w pamięci. Szkoda tylko, że w utworze tym gitary są ewidentnie schowane za warstwą klawiszy. Kolejny warty uwagi kawałek, to Hail To The Masters, który zainspirowany jest twórczością ich rodaków z Rhapsody Of Fire. Nie jest to jedyny zespół, na który zapatrzyli się Panowie z Derdian. W Red And White słychać wpływy Edguy (szczególnie w refrenie). Na DNA pojawiają się także pewne smaczki, które dość dalece wychodzą poza obraną estetykę. W utworze Elohim pojawia się partia rodem z… jazzu. Ale to tylko taka ciekawostka.

Plusem płyty na pewno jest wokal Ivana Gianinni’ego. Jest to człowiek, który występował (i ciągle występuje) już w wielu kapelach szeroko pojętego heavy/power metalu (min. Elegacy czy Vision Divine) i wydaje się wręcz stworzony do tego typu stylu.

DNA to nie jest zła płyta, ale raczej przeznaczona tylko dla twardogłowych fanów włoskiego power metalu. Swoją drogą ciekawe, czy takowi na Kvlt zaglądają.

OCENA: 6,5/10

Tagi: , , , , , .