Deviante – “Moira” (2017)

Deviante jest młodym, hiszpańskim projektem. W sieci nie znalazłem o nich przesadnie dużo informacji, a i sam zespół nie wydaje się na razie wychodzić poza ojczyznę. Jakim więc cudem trafiłem na Moirę? Przez WOOAAARGH, które wydało ten krążek do spółki z Delia Records i Sacramento Records.

Rzeczony krążek to EP-ka zawierająca dwa utwory, razem trwające trochę ponad kwadrans. Jak na obrany przez chłopaków post-rock to raczej niewiele, choć nie mogę też powiedzieć, bym czuł po zakończeniu niedosyt. Najlepiej byłoby chyba uznać Moirę za szerzej zakrojoną akcję promocyjną, chęć zaistnienia także poza Hiszpanią. Biorąc pod uwagę zaserwowane tu numery, bardzo możliwe że się uda. Deviante sprawnie porusza się w ramach post-rocka, i choć na pewno nie nazwałbym ich wyjątkowymi i oryginalnymi (choć z drugiej strony post-rocku słucham bardzo po łebkach, zazwyczaj tych największych), to jednak seans z krążkiem jest całkiem przyjemny. Przy czym oba kawałki zostały podane w zupełnie innym stylu. Pierwszy jest bardziej energetyczny i przebojowy. To cięższy nurt niszy, stawiający na bujające riffy i chwytliwe zagrywki. Mocny wstęp, dużo przyjemnych melodii, bardzo ładne porównanie basu i gitar, to znajdziecie na pierwszej części Borea Flante. Druga stara się temat podać w bardziej arabskim wydaniu, ciekawie dostosowując i rozwijając poprzednie motywy. Koniec końców, wychodzi niezły strzał, który powinien się spodobać fanom Russian Circles na przykład.

Natomiast drugi Emptysphere to zupełnie inna liga. To rozmarzony, zamglony numer bardziej w stylu Explosions in the Sky. Skupia się głównie na atmosferze i wychodzi to przyzwoicie. Jednocześnie ciężko powiedzieć coś konkretniejszego poza tym, że mi nie przeszkadzał. Nie znalazłem tutaj jakichś specjalnie angażujących bądź zapadających w pamięć rozwiązań. Jest możliwe, że nie zdąża się rozkręcić, chociaż osobiście uważam, że kolejne minuty byłyby już zbędnym rozciąganiem.

Natomiast bardzo dobrze wypadło brzmienie, co w sumie jest wymagane u zespołów post-rockowych. Jest delikatne, gdzie trzeba, i mocne gdzie może, czytelne i płynne. W tej kwestii zupełnie nie mam się do czego przyczepić.

Jeżeli jesteś fanem post-rocka, warto dać Moirze szansę. Nie jest ani długa, ani droga, większość płyty jest całkiem niezła, a i może poznasz nowy projekt do kolekcji?

Deviante na Facebooku

Ocena: 7/10

Kapitan Bajeczny

Kapitan Bajeczny

Czarny Piotruś redakcji. Niespełniona artystycznie i intelektualnie dusza. Pajac z wyboru, pisak z przypadku. Gdyby zajmował się magią, miałby ksywę The Great Retardini.
Wobec powyższych faktów miłość do ekstremy i ekskremy w postaci grindcore wydaje się być całkowicie uzasadniona.
Kapitan Bajeczny

Latest posts by Kapitan Bajeczny (see all)

Tagi: , , , , , , , , , , .