Dirtred – “Transmissions From Below” (2018)

Znacie Drown My Day? Od dłuższego czasu gra tam Sławek Wojtas, który jeszcze przed DMD parał się projektem Dirtred. Odmienny muzycznie twór zdołał wydać dwie EP-ki, po czym na długi czas usnął, a słuch o nim zaginął. Do teraz. Dirtred powróciło z longplayem.

Transmissions From Below to dwuosobowy wyraz grania po swojemu. Przez czterdzieści minut panowie Wojtas i Andrzej Bańdo lawirują na pograniczach gatunków trochę metalowych, a trochę core’owych. Dziewięć numerów przy okazji ułożone jest w pewnym porządku (o czym zaraz), kilka osób więc prawdopodobnie będzie chciało odkryć koncept albumu.

Wszystko zaczyna się od intra z starożytną piosenką rozrywkową, zakłóceniami rodem z Fallouta i grubym riffskiem do przetrącania gnatów w tłumie, płynnie przechodzącego w deathcore’owy Black Light. Start z grubej rury, szczególnie biorąc pod uwagę, iż każdy kolejny kawałek jest trochę inny, dążąc w kierunku lżejszych, bardziej przebojowych numerów. Ale zanim do tego dojdziemy, pierwsze danie wybije nam zęby motywami może niespecjalnie dzikimi i brutalnymi, ale wystarczająco ciężkimi oraz nasączonymi chemią do machania łbem. Tutaj przyjemna melodyczność, tam czysty wokal, gdzieniegdzie wciągające idee; Dirtred dość szybko pokazuje, że nie lubi ograniczeń i monotonii. Kolejne numery to zresztą potwierdzają. Znajdą się i dysonansowy chaos pełen blastów, znajdą śmiałe, taneczne i agresywne zagrywki z hardcore punka, natraficie również na nieco postną balladę instrumentalną, okolice lżejszego metalcore’u, by w końcu wylądować na rock’n’rollu. Pomysłów krążek posiada naprawdę dużo. Niekiedy nie są trafione, niektóre można skomentować prostym wzruszeniem ramion. Za to nigdy nie są nudne, czuć w nich również indywidualizm i charakterystyczną rękę autora. Trochę gorzej jest z partiami wokalnymi. Owszem, również są zróżnicowane. Ładnie też komponują się z instrumentalem, choć na moje ucho brakuje tam pewnej charyzmy, a może warsztatu. Przez większość czasu miałem też nachalne skojarzenia z Lordi, zakładam jednak że to już kwestia bardzo sporna.

W zdobyciu popularności chłopakom może przeszkodzić produkcja. Transmissions From Below brzmi dość “budżetowo”. Dźwiękom gitar w pierwszej części brakuje odpowiedniego ciężaru, który zrywałby ludziom bieliznę, więc same motywy nie mają takiego impaktu, jaki mogłyby mieć. W późniejszych numerach to już nie jest taki problem, ale dalej pozostaje kwestia niejakiego przybrudzenia dźwięku. Trudno to opisać, niemniej nie jest to ten pożądany i przesterowany brud, a raczej jakiś osad na nutach, czy to sześciostrunówek, czy basidła (notabene pięknie wyraźnego). Perkusja brzmi strasznie sztucznie i prawie na pewno stoi za nią robot.

Dobrze byłoby, gdyby Transmissions From Below zamieniło Dirtred w coś większego. Czuć tu oryginalność i zróżnicowanie. Jako zatwardziały patolog, najbardziej polubiłem pierwszą połowę płyty (do Cutter’s Lullaby włącznie, swoją drogą to świetny, najlepszy na krążku numer), ale spokojniejsze, może nawet radiowe piosenki też mnie nie raziły. Mimo kilkunastu potknięć, warto sprawdzić.

Dirtred na Facebooku

Ocena: 7,5/10

Kapitan Bajeczny

Kapitan Bajeczny

Czarny Piotruś redakcji. Niespełniona artystycznie i intelektualnie dusza. Pajac z wyboru, pisak z przypadku. Gdyby zajmował się magią, miałby ksywę The Great Retardini.
Wobec powyższych faktów miłość do ekstremy i ekskremy w postaci grindcore wydaje się być całkowicie uzasadniona.
Kapitan Bajeczny

Latest posts by Kapitan Bajeczny (see all)

Tagi: , , , , , , , , , , , .