Dolina Cieni – “Horyzont Zdarzeń” (2017)

Z Doliną Cieni miałem okazję zapoznać się przy okazji wydanego w 2014 roku debiutu Wzgórze Tysiące Dusz, ale początki zespołu sięgają roku 2002 roku. Pamiętam, że debiut wywarł na mnie pozytywne wrażenie, więc kiedy Naczelny wspomniał, że jest dostępny Horyzont Zdarzeń, zaklepałem sobie możliwość zapoznania się z dwójką. Dodam, że jest to w miarę ciepły materiał, gdyż ukazał się 10 marca tego roku. Podobnie jak w przypadku Wzgórza…,został wydany własnymi siłami. Swoją drogą zespół wyraźnie przyspieszył tempo. 12 lat bez żadnego wydawnictwa, a teraz dwie płyty w ciągu trzech lat.

Horyzont Zdarzeń jest w prostej linii kontynuacją stylu zapoczątkowanego na jedynce. Otwiera go instrumentalne intro Świt Zagłady utrzymane w futurystycznym klimacie, a po nim następuje dziewięć kompozycji, będących wypadkową kilku stylów. Część kompozycji to szybkie, ciężkie, a zarazem harmonijne riffy charakterystyczne dla melodyjnego death metal np.: spod znaku późniejszego Amon Amarth. Jest to zresztą jedyne porównanie do Szwedów, gdyż teksty Doliny Cieni, napisane wyłącznie w języku polskim, dalekie są od chwalenia wikingów i ich bogów, a raczej obracają się wokół mistycznych tematów, demonów, życiowych rozterek. Chociaż taki W Nieznane dotyczy bliżej nieokreślonych wojowników. Ten kawałek to przykład wolniejszych kompozycji, ocierających się o klimaty doom z naleciałościami gothic. Inne tego typu kawałki to Demon czy tytułowy Skaza. Wracając do muzyki całościowo, pomiędzy momentami galopujące, ale chwytliwe riffy wplątane są epickie heavy metalowe solówki. W tle usłyszymy stonowane klawisze nadające muzyce – poprzez swoje quasi-symfoniczne dźwięki – mroku i podniosłości. Podobnie jak na debiutanckim krażku, mamy do czynienia z dualnymi partiami wokalnymi. Wokalista Marek potrafi wydać z siebie konkretny, potężny growl, aby za chwilę zmienić go na czysty głos, w którym przebrzmiewa lekka nuta melancholii. Ze względu na barwę wokali utwory na płycie są dość zróżnicowane –  czasem dominuje ryk (Pan Światła), czasem główną rolę gra growl, a czasem czysty śpiew, harmonijne wokale, gdzie agresywne, akompaniujące dźwięki podkreślają tylko ekspresję fragmentu tekstu.

Przy debiucie trochę uwierał mnie czas trwania płyty, która trwała 64 minuty, co mogło lekko znużyć. W przypadku Horyzontu Zdarzeń ten problem zniknął, gdyż album zamyka się w 49 minutach. Ze wszystkich kompozycji najbardziej przypadły mi te, w których Marek ryczy zwrotki i śpiewa refreny, jak Zmierzch Bogów i Furia. Podoba mi się również wspomniane W Nieznane oraz trochę progresywny tytułowy Horyzont Zdarzeń. W Demonie, pomimo mrocznego charakteru całości, brakuje mi większego udziału growlów. Najmniej emocji wywołała u mnie Skaza, a w Polowaniu skrzywiłem się, gdy Marek wszedł w wyższe rejestry. Ciary natomiast poszły przy Wojnie, w momencie pojawienia się chóralnych krzyków i odgłosów walk. W ogólnym odczuciu podoba mi się Horyzont Zdarzeń, który ze swoją dynamiką, energią, przebojowością i zbilansowanym połączeniem ciężkości z melodią, wprowadza mnie w wyjątkowo dobry nastrój.

Ocena 7/10

 

Łukasz

Łukasz

Ku "rozpaczy" szanownej Małżonki uzależniony od kolekcjonowania CD. Natchniony płytą pewnego polskiego zespołu oraz kryzysem wieku średniego rozpocząłem przygodę z recenzowaniem . I tak z czasem trafiłem do Kvlt. Wszelka konstruktywna krytyka mile widziana.
Łukasz

Latest posts by Łukasz (see all)

Tagi: , , , , , , , .