Doomsisters – “Discographie” (2017)

Spójrzmy na okładkę. Dwa misie wypluwające szczury wypluwające ptaszki, jakiś substytut anteny zrobiony z gałązek, a w centralnym punkcie logo Antify. I do tego Discographie. W co ja się wplątałem?

Jak w tytule: mamy do czynienia z pełną dyskografią Doomsisters, całkiem głośnego zespołu obracającego się w klimatach crustu i pochodnych. Dwa splity, pełniak, EPka i demo, dodatkowo trzy numery koncertowe, czyli chyba wszystko, co Francuzi w swojej ośmioletniej karierze nagrali. Odpowiedzialnych za wersję fizyczną jest sporo, tu wymienię tylko WOOAAARGH, resztę winowajców znajdziecie w tagach.

Krążek trwa ponad godzinę i zawiera czterdzieści dwa numery. Większość z nich nie przekracza minuty, choć Doomsisters okazjonalnymi wydłużeniami też nie pogardzą. Materiał prezentowany jest od najnowszych do najstarszych wydawnictw, a wraz z podróżą słychać różnice w brzmieniu i kompozycjach. Najbardziej spodobał mi się materiał z EP i splitu z Whoresnation. Pierwszy z nich to kilka minut obłąkańczego molestowania werbla wymieszanego z ciężkimi gruzowiskami zwolnień. Do tego podanej w bardzo prymitywnej, suchej produkcji DIY: słowem, czysta, grindcore’owa przemoc. Ten drugi koncentruje się na dużo mroczniejszych klimatach, krążąc wokół sludge’u, ale zahaczając też o czarny punk i powerviolence. Jeżeli masz ochotę zapoznać się z tym bandem, ta część płyty jest najlepszym wyjściem.

Reszta też jest wcale niezła. Beztytułowy longplay koncentruje się na przemocy, split z Per Capita jest dość smutny w wydźwięku, opozycyjnie do beztroskiego demka wypełnionego szybkim hardcore/powerviolence.

Największą wadą płyty jest jej długość i monotonność tematu. Grindcore’owa przemoc jest tym, co tygrysy lubią najbardziej, ale nawet najlepsze piwo w za dużej ilości powoduje odruchy wymiotne. I tak już po półgodzinie ma się dość blastbeatów i darcia ryja, a pełen odsłuch naprawdę nuży, dłuży i męczy. Mimo dość częstych urozmaiceń mułowymi numerami i niektórych perełek jak Violence d’état, Discographie jest stanowczo zbyt długie.

Płyta ta powstała raczej dla fanów zespołu z brakami w kolekcji płytowej, niż dla świeżych odbiorców, choć ci drudzy mają okazję sprawdzić całą twórczość Doomsisters. Jeżeli podzielisz go na dwie lub trzy partie, to naprawdę klawy krążek.

Doomsisters nie mają Facebooka, ale zajrzyjcie na ich stronę

Ocena: 7/10

Kapitan Bajeczny

Kapitan Bajeczny

Czarny Piotruś redakcji. Niespełniona artystycznie i intelektualnie dusza. Pajac z wyboru, pisak z przypadku. Gdyby zajmował się magią, miałby ksywę The Great Retardini.
Wobec powyższych faktów miłość do ekstremy i ekskremy w postaci grindcore wydaje się być całkowicie uzasadniona.
Kapitan Bajeczny

Tagi: , , , , , , , , , , , , , , , , .