Drabataturk – “Drabataturk” (2020)

Debiutanckie wydawnictwo kapeli/projektu Drabataturk to dowód na to, że w metalu nie ma granic. Pochodzący z Rosji (według Metal Archives) grający black metal na skandynawską modłę, wydawany przez niemiecką wytwórnię, z tekstami w języku… goblińskim. Tak, goblińskim! Bo płyta zatytułowana Drabataturk to nic innego jak koncept album z historią rozgrywającą się w mrocznej krainie fantasy, zamieszkanej przez szkaradne istoty, które kłaniają się raczej ciemnej stronie mocy. Nic oczywiście nie zrozumiecie z charczącego dialektu krainy Mork-K, choć teksty znalazły się dla żartu w książeczce. Można jednak trochę wywnioskować dzięki angielskim tytułom i zabawnym, komiksowym obrazkom towarzyszącym oprawie graficznej. Cóż, wystarczy uruchomić wyobraźnię, by ożywić ten never-never land. Mapa krainy – jak na solidne fantasy przystało – również została załączona.

Zgodzę się, że trzeba podejść do tematu z odrobiną dystansu. Kto traktuje metal nazbyt poważnie, może nie kupić tego typu konwencji. Uspokajam jednak tych wszystkich, którzy boją się, że za żartem nie kryje się za wiele uczciwego grania – Drabataturk wie jak się to robi! Udaje się muzykom (muzykowi?) we frapujący sposób zmieszać melodyjne i wściekłe elementy, tworząc solidną black metalową muzykę środka w starym stylu, gdzieś na styku pierwszej i drugiej fali, z całym jej dobrodziejstwem.

Są na tym albumie niemal wszystkie składowe elementy, jakie tworzyły wczesną skandynawską scenę lat 90. – proste, punkowe rytmy (Goblin’s Procession czy przebojowy Goblin’s Dance), ale i trochę blastów i większej dawki jadu oraz rozpasania (To the Altar). Do tego w tych brudnych, goblińskich tańcach odzywają się skryte w tle, ale klimatyczne klawisze, dodające symfonicznego posmaku i przestrzeni (Hunting czy Throne). Od czasu do czasu pobrzmiewa nastrojowo akustyczna gitara (Goblin’s War: Prologue) – fragment Throw Uk-Kuzluk Forest skojarzył mi się nawet z pierwszymi płytami Opeth. A żeby było mało, to jest tu i ździebko elektroniki (The Spell) i ambientowy epilog w postaci Black Valley. Słychać na Drabataturk także coś na podobieństwo dęciaków (Goblin’s War: Prologue), niemal jak u legendarnych Master’s Hammer. Ciekawie to wszystko zaaranżowane i wyprodukowane czytelnie, choć ze szczerą dawką brudu, dzikości i nonszalancji.

Czasem warto spuścić nieco z tonu i pozwolić sobie na odrobinę zabawy. Enigmatyczny Drabataturk (nie wiem nawet ilu muzyków go tworzy – może to być i jednoosobowy projekt) to fajna odskocznia. Trudno wyrokować, czy sam pomysł wystarczy na kolejne wydawnictwa, ale debiutancki album to bardzo udana żonglerka znanymi, klasycznymi black metalowymi motywami w nie nazbyt mocnym wydaniu, z odrobiną różnych domieszek. Ja, wędrując po krainach Mork-K, bawiłem się przednio.

ocena: 8/10

Pesttanz Klangschmiede na Facebooku

Oficjalna strona na Facebooku

Drabataturk na Bandcanp

Tagi: , , , , , , , , , , , , , , , , .