Dragonlord – Dominion (2018)

Thrasherów z Bay Area zwanych Testament zna niemal każda czarna dusza na globie. Większość ten zespół szanuje i wielbi. Przez wiele lat trwania na scenie zbudowali swoją pozycję na szacunku i świetnej muzyce. Załoga dowodzona jest przez gitarzystę Erica Petersona, który jak się okazuje nie tylko samym thrash metalem żyje. W 2001 roku wraz z Steve’m DiGorgio (Death, Sadus) powołał do życia projekt Dragonlord. W tym samym roku wydał debiutancki album Rapture i dał się poznać jako fan symfonicznego black metalu. Rok 2018 przyniósł nam następcę pierwszej płyty. Nowy Dragonlord nosi tytuł Dominion i miał premierę 21 września.

Symfoniczny black metal ma to do siebie, że łatwo jego twórcom przekroczyć granicę dobrego smaku. Jest wiele albumów w tym gatunku, które uważam za bardzo dobre. Płyty te pomimo sporej ilości orkiestracji i melodii nadal mają w sobie „ten” pierwiastek diabła, dzięki któremu są zjadliwe i nie popadają w śmieszność. Co prawda czasy swojej świetności symfo-black ma już za sobą, ale z nostalgią traktuję tę odmianę, jak i czasy, w których pałałem do niego miłością. Dragonlord zadebiutował w końcowej fazie dobrobytu tego gatunku. Album Rapture, pomimo że zły nie był, Ameryki nie odkrywał i raczej nie zapisał się zbyt wyraźnie na stronach muzycznej biblii. Ucieszyłem się na wieść o drugim podejściu do tematu przez Petersona. Poczułem, że mam wielką ochotę na porządny symfoniczny black metal, którego ikony od lat nie są w stanie niczego konkretnego mi zaoferować, bo zamiast skupić się na byciu najlepszym w swojej wadze, szukają sposobów, by przypodobać się ogółowi.

Do pomocy w nagraniach Dominion lider zaprosił trójkę sprawdzonych muzyków, sam zajął się wokalami, gitarami i basem. Do stworzenia partii klawiszy i orkiestracji namówił Lyle Livingston’a z Psypheria, damskiego głosu użyczyła Leah, która sesyjnie pomagała takim załogom jak Blind Guardian, Nightwish i Delain. Do nagrania partii perkusji udało się Ericowi skłonić perkusistę Trivium Alexa Benta. Tu muszę przyznać – pomimo całej mojej niechęci do tego bandu – że robotę wykonał bardzo dobrą. Jego gra przypomina mi sposób gry Nicholasa Barkera, który tworzył największe płyty gatunku, będąc członkiem Cradle of Filth, a potem Dimmu Borgir. Bębnienie Alexa też muszę niestety zaliczyć do najlepszej części składowej muzyki Dragonlord. Niestety…

Bardzo chciałem, by album okazał się dobry, by skopał mi cztery litery i przypomniał czasy noszenia skórzanego płaszcza i pentagramu na szyi. Przypomniał tylko, dlaczego zacząłem męczyć się idącym w coraz bardziej zniewieściałe rejony gatunkiem. Sam start płyty był obiecujący. Intro Entrance i dwa kolejne utwory to jadowite (oczywiście jak na symfo-black) i dobre kompozycje. Dominion i Ominous Premonition na chwilę przywracają do życia dawną świetność tej muzy. Unoszą ciężar klasycznych płyt Dimmu Borgir, Old Man’s Child i tym podobnych. Posiadają ciekawe riffy, świetne patenty perkusyjne, dużą lecz zjadliwą dawkę klawiszy. Problemy zaczynają się wraz z początkiem Lamia, gdzie klawisze brzmią jakby żywcem wzięte ze starych płyt Crematory, a całość jest przesłodzona i wywołuje u mnie odruch wymiotny. Pojawienie się niewieścich zaśpiewów dobija gwóźdź do trumny, ale mam jeszcze nadzieję, że to tylko wypadek przy pracy.

Piąty z kolei Love of the Damned nie jest złym utworem. Problem z nim jest taki, że bez keybordów brzmiałby jak ballady Testament z czasów Ritual. Nijak mają się do całości i założeń płyty. Szkoda, na płycie Testament byłby ciekawą kompozycją – tu razi.
Singlowy Northlanders próbuje przywrócić życie płycie, ale ja już jestem zniechęcony. Jest w nim parę dobrych partii, ale jako całość brzmi jak zlepek za dużej ilości nie pasujących do siebie motywów, a refren ma coś z Nightwish. Po tym utworze nawet przepełniony blastami The Discord of Melkor nie jest w stanie wywołać u mnie pozytywnych emocji i nie chcę brnąć już dalej w te banalne i niesmaczne rewiry.

Nie jest dla mnie łatwą rzeczą napisanie negatywnej oceny o muzyce takiej legendy metalu, jaką jest Eric Peterson, tym bardziej że jestem wielkim fanem jego macierzystej kapeli Testament. W trakcie słuchania Dominion odczuwałem nieustanne wrażenie, że „coś tu jest nie tak”. Jakby autor płyty użył za dużej ilości środków wyrazu i zagubił przez to wcześniej przyjęte założenia. Gdy się używa tak dużej ilości klawiszy, a do tego dokłada damskie wokale i chóry, to zamiast black metalu otrzymuje się niestety symfoniczny metal spod znaku Nightwish. Daję cztery za dwa pierwsze kawałki i dobre gary.

Ocena : 4/10

Dragonlord na Facebook’u.

Tagi: , , , , , , , , .