DRH – „Thin Ice” (2018)

Myślę, że to nie przypadek, że płyta zespołu DRH zatytułowana Thin Ice wpadła w moje ręce. Akurat ostatnimi czasy wykazuję większe zainteresowanie muzyką jazzową, więc tym bardziej mnie przyciągnęła etykietka, jaką firmuje się ten zespół – czyli jazz metal. Tym bardziej, będąc pod wrażeniem zespołów Five The Hierophant i Diablo Swing Orchestra grających muzykę podobną, z wielkim zaciekawieniem postanowiłem sprawdzić, czy francuski kwartet wychodzi z tą instrumentalną płytą obronną ręką.

Płyta ma swoją premierę 12 października w rodzimej wytwórni Apathia Records (pre-order).

Album otwiera Rift. W notce dotyczącej wydawnictwa jest napisane o szalonym duchu King Crimson i Periphery. I myślę, że to idealne porównanie dla tego kawałka. Słychać w nim tę gitarową progresywność, z resztą posłuchajcie sami. Bezbłędnym ruchem promocyjnym ze strony wytwórni był wybór utworu promującego krążek – kawałek Fooled jest iście perfekcyjny, lekka progresywna muzyka jest uzupełniona w bardzo delikatny i przyjemny sposób przez saksofon. Linia melodyczna utrzymana w bliskowschodnim stylu, przywołującym na myśl zaklinaczy węży idealnie współgra z sekcją gitar. Piękna sprawa. W tytułowym utworze saksofon raz lekko zmaga się z resztą instrumentów, a innym razem w bardziej awangardowy sposób atakuje swoją muzyczną wariacją. Bas lekko wybrzmiewa i nadaje ton całej kompozycji. Od trzeciej minuty w dość hipnotyczny sposób cała muzyka potrafi zawładnąć słuchaczem. I to wybijanie „na trzy” przez perkusistę, co za patent. Brawa za ten aranż! The Path to siedmiominutowa suita, która mogłaby trwać nawet dłużej. Muzycy pokazują tutaj swoje umiejętności kompozytorskie i pełną symbiozę. Po Fooled to kolejny najlepszy utwór na płycie. Warto zwrócić uwagę choćby na saksofonistę Remi’ego Matrata, który pięknie uzupełnia swoich kolegów partią instrumentu dętego.

Płytę uzupełniają dwa koncertowe kawałki: Black Chewing Gum oraz Smoking Bluffer. Zrealizowane są tak, że dopiero pod koniec utworu możemy się zorientować, że mamy do czynienia z wersjami koncertowymi. Ale jedno można zauważyć – te dwie kompozycje mają w sobie więcej luzu i muzycy częściej dają się ponieść emocjom i improwizacji. Tak jak Smoking Bluffer od samego początku zapowiada się dość przyjemnie i bardziej gitarowo, tak końcówka powoduje moje zniechęcenie. Poziom kontrolowanego mniej lub więcej saksofonowego jazgotu przekracza moje granice.

A gdy wydaje mi się, że płyta w odtwarzaczu już wkrótce się zatrzyma, to nagle otrzymujemy małą niespodziankę. Otóż w 7:17 dostajemy śpiewaną biesiadną piosenkę Wódka musi być w języku polskim, a następnie frazę w języku niemieckim oraz kolejną po francusku.

Po kilku pierwszych odsłuchach tej płyty sądziłem, że niestety się przeliczyłem i finalna nota specjalnie pozytywna nie będzie. Jednak jak to nie raz się zdarza przy odsłuchu trudniejszych kompozycji – warto odpocząć. I tak uczyniłem. Płycie należy dać szansę i nieco więcej czasu – ta zyskuje i to mocno.

Ocena: 7,5/10

Piotr

Piotr

Głównodowodzący KVLTowi, fan undergroundu oraz maniakalny zbieracz płyt CD.
Piotr

Latest posts by Piotr (see all)

Tagi: , , , , , , , , , , , , , , , .