Dymna Lotva – Зямля пад чорнымі крыламі: Дрыгва (2016)

Wszystkie skrajne feministki uprasza się o nieczytanie poniższej recenzji.

Napoleon Bonaparte powiedział kiedyś, że lepiej, żeby kobiety obracały igłą niż językiem. Wątpię, czy słynny francuski cesarz u kresu swych dni przewidywał, że dwa wieki później kobiety będą spełniać się w muzyce ekstremalnej. Jeśli chodzi o metal, to muszę niestety stanąć po stronie wzbudzających dziś kontrowersje słów Napoleona. Nigdy nie potrafiłem się przekonać do damskiego wokalu w ciężkich gatunkach muzyki. Te delikatne i kruche istoty nie pasowały mi do growlu i screamu. Nie znajdowałem przyjemności w słuchaniu popularnego niegdyś Arch Enemy, czy zdobywającego dzisiaj coraz więcej fanów ukraińskiego Jinjer. Aż tu nagle, zupełnie przed przypadek, trafiłem na białoruską grupę Dymna Lotva.

Atmosferyczny black metal zaczął niedawno wytyczać bardzo interesujące ścieżki. Gatunek ten przełamuje konwencję brudnego brzmienia i wysoce przesterowanych gitar. Niejednokrotnie muzycy sięgają po elementy związane z post-rockiem, takie jak długie, monotonne dźwięki. Pojawia się też często kojarzone z doom metalem powolne, depresyjne tempo. Czymś normalnym stają się też nawiązania do muzyki ludowej wśród grup, które mocno związane są ze swoją ziemią. Wszystkie te elementy spaja ze sobą Dymna Lotva, która właśnie niedawno wydała na świat swój debiutancki album studyjny – Зямля пад чорнымі крыламі: Дрыгва, co tłumaczy się jak Ziemia pod czarnymi skrzydłami: Mokradło.

Krążek to faktycznie koncepcyjna podróż przez grzęzawisko, podczas której w roli przewodnika występuje fantastyczny wokal rewelacyjnej Nokt, czyli Jekateriny Mankiewicz. Jej łamiący się głos jest na tyle depresyjny, że obroniłby się bez wspierających ją instrumentów. Wokalne apogeum zaprezentowane jest w utworze Requiem, z gościnnym udziałem Andrieja Tomaka, gardłowego grupy Apologeth. Instrumentarium z kolei precyzyjnie buduje podkład pod teksty, raczej nie wysuwając się na pierwszy plan. Dość proste, acz mroczne riffy gitarowe łączą się z klimatycznymi klawiszami i głębokim, tęgim brzmieniem basowym. Suma tych elementów daje równanie bez niewiadomych, bowiem wszystko zdaje się mieć swoje wyznaczone miejsce, jak w układance. Albumu słucha się z zapartym tchem, oczekując mocniejszego uderzenia, które nie następuje. Osiem pełnych kompozycji na Mokradle jest wpisanych w pewien powtarzający się format, co jednak wcale nie działa na niekorzyść grupy Dymna Lotva. Zdecydowanie najciekawszym numerem jest Верасы на костках (Wrzosy na kościach), gdzie Nokt nie dość, że dobija słuchacza swoim smutnym śpiewem, to jeszcze czaruje dźwiękiem fletu. Cały album trwa niecałe czterdzieści minut, ale w ich trakcie opowiedziana zostaje pełna historia, która nie wymaga epilogu.

Bez wątpienia Dymna Lotva stworzyła bardzo dobre dzieło, dzięki któremu zespół powinien zostać zauważony na międzynarodowej scenie metalowej. Ich debiut nie jest krążkiem idealnym, aczkolwiek każdy, komu bliskie są klimaty Psychonaut 4 czy Nocturnal Depression powinni dać szansę Białorusinom. Ja natomiast przyznaję, że po raz pierwszy dałem się uwieść kobiecemu wokalowi w black metalu. Dobra zmiana?

Ocena: 9/10

Vladymir

Vladymir

Now I am become Death, the destroyer of worlds.
Vladymir

Tagi: , , , , , , , , , , , .