Earthgrave – “The Verge of Human Abyss” (2017)

Bujałem się z tą płytą zdecydowanie za długo. Na początku nie mogłem się przebić przez barierę wokalu (nasłuchacie się o nim jeszcze), potem problemy stwarzało nieprzystosowanie do tempa i rodzaju dźwięków. Niemniej w końcu zaskoczyło, i teraz trochę wyrzucam sobie, że tak późno.

The Verge of Human Abyss to pierwszy długograj świeżej, niemieckiej ekipy spod znaku doom/sludge/hardcore. Earthgrave umieszcza tu osiem numerów, trwających nieco ponad trzydzieści minut. Wydawcą jest WOOAAARGH.

Doom i sludge to totalnie nie moje bajki. Muzyka kończy się na piętnastej sekundzie: to oczywiście bardzo przesadzona, ale trafna ilustracja podejścia niżej podpisanego. Stąd, też słysząc pierwsze, ciężkie, nie ukrywajmy, ale też dość powolne takty, miałem wrażenie że strasznie mnie ta płyta wymęczy. Sytuacji ani trochę nie poprawia chwilę później pojawiający się wokal. Nie jest to najlepszy sposób na rozpoczęcie szczegółowego opisu, ale nic na to nie poradzę: Earthgrave ma jednego z najgorszych wokalistów, jakich słyszałem. Chrystusie Śpiewający, jak bardzo mnie ten głos irytuje. Do tego stopnia, że nie wymienię nawet, co konkretnie tu jest nie tak, po prostu nie mogę znieść ogółu. A skoro już narzekam, wspomnieć muszę o kilku fragmentach, gdzie słychać, przynajmniej ja słyszę, dość grube szwy, brzydko spinające kawałek. Najbardziej rzuca się to na uszy w pierwszej części Serpent’s Speech.

Poza tym jednak, płyta wymiata. Earthgrave udało się połączyć mulisty ciężar z hardcore’ową zadziornością. Dodając do tego sporo motywów, od których ciało same lata oraz bardzo fajną, nienachalną melodyczność, uzyskano materiał jednocześnie zabójczy i przebojowy. Z tą przebojowością nie chodzi oczywiście o motywy umca-umca dla każdego, idealne do biesiady. The Verge of Human Abyss jest raczej soundtrackiem do walenia dragów w obskurnych ruderach. Niemniej ich paskudna muzyka daje naprawdę sporo frajdy, nawet sludge-sceptykom mojego pokroju. W każdym kolejnym numerze trafiają się porządne walce. Jako przodujące wymieńmy Beyond the Path, The Abyss i dość balladowe A Dismal Nightmare. Chyba tylko w Trapped Existence nie znalazłem riffu, który naprawdę by mi się spodobał.

Dodajmy do tego ciężkie, złowieszczo-ponure, bardzo ostre brzmienie gitar i gruzujący niekiedy, niemniej przyjemny bas. Perkusja, jak na moje ucho, jest odrobinę zbyt cicho, szczególnie stopa, niemniej to raczej szczegół.

Na początku wspomniałem o początkowym “efekcie fuj” co do tej płyty. Teraz trudno mi się będzie od niej oderwać. Z każdym kolejnym odsłuchem znajduję w niej więcej klimatu i porywającego groove’u. Gdyby nie wokal, byłoby świetnie.

Earthgrave na Facebooku

Ocena: 7,5/10

Kapitan Bajeczny

Kapitan Bajeczny

Czarny Piotruś redakcji. Niespełniona artystycznie i intelektualnie dusza. Pajac z wyboru, pisak z przypadku. Gdyby zajmował się magią, miałby ksywę The Great Retardini.
Wobec powyższych faktów miłość do ekstremy i ekskremy w postaci grindcore wydaje się być całkowicie uzasadniona.
Kapitan Bajeczny

Latest posts by Kapitan Bajeczny (see all)

Tagi: , , , , , , , , .